"Spaceman. Jak zostać astronautą  i uratować nasze okno na Wszechświat?"
mat. prasowe

"Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze okno na Wszechświat?"

"Spaceman" to historia Mike’a Massimino - pierwszego człowieka, który tweetował z kosmosu, i ostatniego, który pracował przy naprawie teleskopu Hubble'a. Na Esquire.pl publikujemy fragment książki.
22.02.2018

W trakcie wykładu Story’ego ktoś ze słuchaczy podniósł rękę i zapytał, co powinno się robić, żeby być w najlepszej formie fizycznej do spacerów kosmicznych. Musgrave odpowiedział, że zdecydowanie przyda się podnoszenie ciężarów i trening wytrzymałościowy, przede wszystkim jednak powinno się być rosłym człowiekiem. „Trzeba być wysokim i mieć naprawdę długie ręce”, mówił. Skafander kosmiczny jest ciśnieniowy, co oznacza, że stawia opór przy każdym ruchu astronauty. Im dłuższe ma się ręce, tym dłuższa dźwignia i nie trzeba zmagać się ze skafandrem. To samo dotyczy palców i rękawic. Za każdym razem, kiedy zaciskasz pięść czy chwytasz jakieś narzędzie, musisz przezwyciężyć opór rękawicy. Przyda się także duży zasięg rąk. Przemieszczanie się w skafandrze wymaga precyzyjnych ruchów, ponieważ jest mozolne i wyczerpujące. Warto móc zatrzymać się w określonym miejscu i sięgać z niego jak najdalej, nie musząc przy tym poruszać całego ciała. Co najważniejsze, jeśli partnerująca ci osoba ma kłopoty – jeżeli zawiódł jej skafander i nie może ona oddychać – musisz być dostatecznie silny, żeby bezpiecznie sprowadzić ją z powrotem. Jeżeli jesteś drobny czy drobna, masz krótkie ręce i małe paluszki, możesz ćwiczyć na siłowni przez całe dnie, ale pewnych rzeczy nie przeskoczysz. „To tak jak w NBA – oznajmił Musgrave – od czasu do czasu trafia się mały facet, który daje radę, ale ogólnie im większy jesteś, tym lepiej, daje ci to przewagę”. Jestem sporym kolesiem: mam metr dziewięćdziesiąt i dużą rozpiętość ramion, w moich dłoniach mieści się piłka do kosza. Siedząc i słuchając Story’ego, popatrzyłem na siebie i pomyślałem: „Oto do czego zostałem stworzony”.

Laboratorium Neutralnego Wyporu

Moje ciało świetnie nadawało się do spacerów kosmicznych. Chociaż musiałem najpierw popracować nad swoim mózgiem. Większa część treningu EVA odbywa się w NBL od Neutral Buoyancy Lab (Laboratorium Neutralnego Wyporu). To taka mądra nazwa wielgachnego basenu, który ma 62 metry długości, 31 metrów szerokości i 12 z kawałkiem głębokości. Ćwiczyliśmy tam z pełnowymiarowymi makietami promu kosmicznego, teleskopu Hubble’a i stacji kosmicznej. Wkładasz skafander i opuszczają cię do wody. Skafander waży 90 kilogramów, ale są do niego przymocowane zbiorniczki wypornościowe o takiej objętości, że ani się nie wynurzasz, ani nie toniesz, tylko znajdujesz się w sytuacji zbliżonej do stanu nieważkości.

Każdy astronauta musiał zaliczyć podstawy EVA jeszcze w ramach szkolenia ASCAN, czterokrotnie ćwicząc w basenie NBL. Zanim wolno nam było znaleźć się w wodzie w skafandrach kosmicznych, musieliśmy zdobyć certyfikaty wysoko wykwalifikowanych nurków. Miałem cywilne uprawnienia nurka, ale ten egzamin był trudniejszy. Najtrudniejsze było dla mnie zdejmowanie i ponowne zakładanie osprzętu bez pomocy: trzeba było zejść na głębokość 4,5 metra, ściągnąć maskę i płetwy, wypłynąć na powierzchnię, popływać w miejscu, a potem zanurkować znowu, założyć maskę i płetwy, usunąć wodę z maski i wrócić na powierzchnię bez wody w masce. Nie byłem w stanie tego zrobić. W połowie zakładania osprzętu zaczynałem panikować i potrzebowałem zaczerpnąć powietrza – musiałem więc jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię.

Egzamin z nurkowania

Na szczęście byłem w NASA, mojej słabości nie uznawano więc za okazję do usunięcia mnie z grona astronautów. Była raczej okazją do udzielenia mi pomocy przez pozostałych. Najwyraźniej pomoc mojemu ojcu w walce z białaczką to było za mało: kiedy Scorch zobaczył, że mam trudności z nurkowaniem, przyszedł któregoś ranka do mojego gabinetu, bez najmniejszych sugestii z mojej strony, i oznajmił: „Zajmiemy się tym dzisiaj”. Znalazł astronautę, który miał przydomowy basen i pozwolił nam z niego korzystać. Pojechaliśmy do niego samochodem. Scorch tkwił ze mną w basenie i pokazywał mi, co robić, jak się uspokajać i wykonać zadanie. Przez całe popołudnie nurkował ze mną na dno tamtego basenu, wypływał, nurkował znowu, wypływał, nurkował... Zaczęliśmy przy brzegu, gdzie było najpłycej, i stopniowo przemieszczaliśmy się w stronę drugiego końca basenu, gdzie woda była najgłębsza. Scorch przeprowadzał mnie raz po raz przez wszystkie etapy ćwiczenia aż załapałem. Tydzień później zdałem egzamin z nurkowania. Kiedy nadeszła moja kolej na zanurzenie w basenie NBL w skafandrze kosmicznym, nurkowałem w parze z moim kumplem Charliem Camardą z Queens. Za każdym razem, kiedy zestawiano nas dwóch razem, zachowywaliśmy się jak dwójka klasowych klaunów. Wygłupialiśmy się i dobrze się przy tym bawiliśmy. Podczas szkolenia wpajano nam między innymi zasadę, że podczas spaceru kosmicznego trzeba trzymać się blisko siebie. Doprowadziło to do tego, że tańczyliśmy z Charliem w naszych bieliźnianych kombinezonach termalnych z polipropylenu, śpiewając stary numer Ethel Merman z musicalu Gypsy – Together Wherever We Go (Gdziekolwiek idziemy – zawsze razem). Instruktorzy byli zachwyceni. Cieszyliśmy się z Charliem wielką popularnością poza basenem. W basenie – mniejszą. Za pierwszym razem przechodzi się tak zwaną wstępną kwalifikację w skafandrze: spędza się parę godzin w wodzie, żeby przyzwyczaić się do skafandra i pokazać, że potrafi się w nim przemieszczać zgodnie z założeniem. Opuszczono mnie i Charliego do wody... To była katastrofa. Próbowałem się przemieszczać, ale miałem poczucie, że zupełnie nie panuję nad moim położeniem. Skafander kosmiczny jest wielki. Był sztywny, poruszałem się w nim niezdarnie. Czułem się jak olbrzymi balon z parady w Święto Dziękczynienia, jak ludzik Michelin albo Pillsbury Doughboy. Próbując powolutku przesuwać się wzdłuż bocznej ściany atrapy ładowni wahadłowca, myślałem: „Lepiej, żebym podszlifował operowanie robotycznym ramieniem, bo z tego tutaj nic nie będzie...”. Kiedy źle idzie piłkarzowi, trener zawsze mu mówi: „To wszystko dzieje się w twojej głowie”. Tak samo było ze mną i spacerami kosmicznymi. Ludzkie ciało potrafi zdumiewające rzeczy – ale tylko wtedy, kiedy przestanie mu w nich przeszkadzać mózg. Pierwsze zanurzenie w wodzie w skafandrze kosmicznym to sytuacja, w której czujesz się kompletnie zdezorientowany. Wszystko jest inne. Twój mózg zalewają nowe, nieznane wcześniej bodźce. Czujesz się tym oszołomiony i zaczynasz panikować. Twoje ciało jest zupełnie zdolne dać sobie radę, ale nie radzi sobie głowa, która nim steruje. Podczas spaceru kosmicznego jeden astronauta swobodnie unosi się w przestrzeni, a drugi pozostaje przymocowany do końca robotycznego ramienia wahadłowca. Umożliwia to operatorowi wysięgnika przemieszczanie obu kolegów tam, gdzie są potrzebni. Uczepiasz się robotycznego manipulatora wiązaniami przytrzymującymi stopy: wsuwasz buty pod paski przytrzymujące palce, a potem rozstawiasz pięty – i wiązania się zatrzaskują. Buty wskakują na miejsce. Nie można spacerować w kosmosie, jeżeli nie umie się tego – a ja zupełnie nie byłem w stanie tego zrobić. W skafandrze kosmicznym nie widzisz swoich butów, a jeśli pochylisz się naprzód, żeby je zobaczyć, to obracasz się w wodzie wokół osi przechodzącej przez twój brzuch, a nogi uciekają ci do tyłu i do góry. Trzeba się wpiąć na ślepo. Byłem w stanie wsunąć noski butów pod paski – ale w żaden sposób nie potrafiłem sprawić, żeby obcasy znalazły się w zatrzaskach. Próbowałem, próbowałem i próbowałem, aż w końcu czułem się tak sfrustrowany i przepracowany, że nic nie byłem w stanie zrobić dobrze. Kilkakrotnie musieli nadpływać nurkowie, którzy ustawiali moje buty w klamrach, żeby można było kontynuować ćwiczenie. Poszedłem w końcu do Steve’a Smitha, mojego sąsiada, który spacerował w kosmosie w trakcie obydwu ostatnich misji serwisowych do teleskopu Hubble’a.

– Zupełnie nie wiem, co robię – przyznałem.

Steve, tak samo jak Scorch, całkowicie ufał w moje możliwości.

– Nie martw się – powiedział. – Popracujemy nad tym. Będziesz w tym świetny.

"Potrzebuję wyzwania, żeby dać z siebie wszystko"

Zgłosił się na ochotnika, żeby poćwiczyć ze mną w basenie. Pojechaliśmy do NBL półtorej godziny przed czasem. Przerobiliśmy wszystkie szczegóły przed wejściem do wody. Kiedy się w niej znaleźliśmy, Steve pokazał mi, jak korzystać z wiązań. Mój kłopot polegał na tym, że nie umiałem postawić w nich płasko stóp. Wsuwałem noski butów pod paski, ale nie opuszczałem dostatecznie pięt. Steve pomógł mi to wyćwiczyć. – Spróbuj raz zrobić to szybko. W dół i w bok! W dół i w bok! I jesteś wpięty. Ćwiczyłem i ćwiczyłem, aż w końcu umiałem to robić niemal automatycznie. Steve pokazał mi, jak posługiwać się narzędziami i przemieszczać się po ładowni wahadłowca. Nauczyłem się zachowywać spokój i kontrolować ruchy. Pokazując mi, co robić, Steve sprawił, że nabrałem pewności siebie i przestałem panikować w basenie. Nabranie prawdziwej wprawy w poruszaniu się w skafandrze kosmicznym było dla mnie wyzwaniem – ale to dobrze. Bycie astronautą nauczyło mnie przynajmniej jednego o mnie samym: potrzebuję wyzwania, żeby dać z siebie wszystko. Jeśli już wiem, jak coś robić albo jeżeli przychodzi mi to łatwo, nie zawsze staram się jak najlepiej. Ale jak ktoś mi powie, że coś jest niemożliwe – na przykład że nie zdołam zdać egzaminu kwalifikacyjnego na studia doktorskie na MIT albo że ze względów zdrowotnych nie nadaję się na astronautę – wtedy z jakiegoś powodu, od tej właśnie chwili, nie jestem w stanie się poddać. Nie mogę sobie odpuścić danej sprawy, zanim nie będę wiedział, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby przezwyciężyć problem. Trening EVA nie był dla mnie łatwy, ale odkąd tylko załapałem, uwielbiałem go. Jeśli włożenie kombinezonu lotniczego NASA jest jak ubranie się w kostium superbohatera, to włożenie skafandra kosmicznego jest jeszcze lepsze. To tak, jakbyś miał swój prywatny statek kosmiczny. Z powodu misji naprawczych do teleskopu Hubble’a i montażu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS wkraczaliśmy w nową erę, w której wszystko, co starała się robić NASA, było mocno związane ze spacerami kosmicznymi. Teraz, jeśli trzeba było, żeby ktoś zszedł do basenu, robiłem to ja. Jak miałem wolne popołudnie, nurkowałem z akwalungiem obok innych astronautów w skafandrach kosmicznych, żeby obserwować ich technikę poruszania się. Jeżeli nie mogłem tego robić, zgłaszałem się do pracy przy basenie, do pomocy tym, którzy schodzili do wody. Wiedziałem, że właśnie w tej dziedzinie wniosę swój wkład w program kosmiczny, i chciałem być gotowy, kiedy nadarzy się taka okazja.

 

"Spaceman" to historia Mike’a Massimino pierwszego człowieka, który tweetował z kosmosu, i ostatniego, który pracował przy naprawie teleskopu Hubble'a. Światowa premiera książki odbyła się w październiku 2016 roku i od razu stała się bestsellerem New York Times’a. W Polsce ukaże się 1 marca 2018 roku nakładem wydawnictwa Agora. 

mat. prasowe

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo