Co kocha Maria Szarapowa
Reuters/Forum

Co kocha Maria Szarapowa

Czy kobieta kryjąca się za legendą naprawdę zasługuje na uwielbienie? Odpowiedzi szukał Cal Fussman.
08.03.2018

Kiedy miała siedem lat, wyjechała z Rosji, by pójść za marzeniami i uczyć się w słynnej szkole tenisowej Nicka Bollettieriego na Florydzie. Towarzyszył jej ojciec, który pracował na zmywaku, żeby jakoś mogli związać koniec z końcem. Przez dwa lata dzielnie znosiła rozłąkę z matką, i to w czasach, kiedy nie było e-maili ani telefonów komórkowych. Niełatwe życiowe doświadczenia zahartowały ją: to z nich czerpała siłę, kiedy w 2004 roku jako 17-latka zatriumfowała w Wimbledonie. Od tamtej pory odniosła 34 zwycięstwa w turniejach singlowych i pięć wielkoszlemowych - więcej niż którakolwiek aktywnych tenisistek, poza Sereną i Venus Williams. Wygrywała, nawet zmagając się z kontuzją barku, która inne zawodniczki niechybnie posłałaby na emeryturę.

Byłem zauroczony historią tej wielkiej gwiazdy sportu, ale w rzeczywistości niewiele wiedziałem o Szarapowej, poza wspomnianą legendą, osławionym "stękaniem" na korcie i nieugiętą wolą walki. 

Wymyśliłem sobie, że najprostszym sposobem, by się dowiedzieć, czy kobieta kryjąca się za legendą naprawdę zasługuje na uwielbienie, będzie zapytać ją, co ona sama kocha. 

Twoim ojczystym językiem jest rosyjski. Czy jest coś, co kochasz w angielskim?

Uwielbiam słuchać, jak ludzie wymawiają słowa "dude" i "awesome".

A muzyka?

Kocham U2. Ich piosenki przenoszą mnie w przeszłość, w różne ważne chwile życia. „Where the Streets Have No Name” zawsze mi przypomina długie podróże samochodem, kiedy jeszcze jako dziewczynka jeździłam po całej Florydzie na rozmaite turnieje. Zresztą do dziś ten utwór kojarzy mi się z jazdą przez odludzia. Prowadzisz fascynujące życie, a tu rozglądasz się i widzisz, że nic się nie dzieje.

Nieustannie jesteś w drodze. Co lubisz, kiedy wracasz do domu?

Budzić się we własnym łóżku. Największą przyjemność sprawiają mi rzeczy, których się zwykle nie docenia i nie kojarzy z radości - drobne domowe sprawy. Cieszę się, kiedy mogę wejść do własnej
kuchni i zrobić sobie kawę z taką ilością mleka i pianki, jak najbardziej lubię.

Co bardziej kochasz: dostawać czy dawać prezenty?

Uwielbiam sprawiać ludziom prezenty! Przepadam za całą otoczką takich zakupów. Kocham wyprawy do sklepów przed Bożym Narodzeniem. Przez cały rok słucham uważnie, czy ktoś nie powie, że o czymś marzy, albo że nie może czegoś dostać. Zapisuję to w notatniku lub w telefonie. Kiedy nadchodzi listopad, przeglądam tę listę. Uwielbiam pakować prezenty i pisać kartki. Jestem bożonarodzeniowym koszmarem dla wszystkich, którzy nie przepadają za tymi świętami.

Trudno kupić prezent dla ciebie?

Doceniam każdy podarunek, ale mimo wszystko jestem wybredna. Wiem, co mi się podoba, a co nie. Więc kupowanie dla mnie prezentów nie jest łatwym zadaniem. Czasami rzeczy, które dostaję, nawet mi się podobają, ale na przykład wybrałabym je w zupełnie innym kolorze. Więc jeśli źle dobierzesz kolor, prawdopodobnie dostrzeżesz moje rozczarowanie., bo ja nie umiem niczego ukrywać. Ale na ogół ludzie, z którymi jestem blisko, wiedzą, co lubię. No i jestem kobietą, więc dając mi parę ładnych butów, zawsze trafisz w dziesiątkę!

A kwiaty?

Uszczęśliwiają mnie słoneczniki.

Co kochasz w swojej rakiecie tenisowej?

Według mnie więź z rakietą jest zawsze oparta na miłości i nienawiści zarazem. Niewiele jest dziedzin sportu, w których między ciałem a miejscem, gdzie wyląduje piłka, pośredniczy przedmiot. Jeżeli popełnisz błąd, to przede wszystkim patrzysz na rakietę, bo to ona przecież zawiniła. W rzeczywistości jednak wiadomo, kto jest za to odpowiedzialny.

Co najbardziej kochasz w swojej mamie?

Uczciwość, prostolinijność i całe jej podejście do życia. Mogłaby się pławić w blasku mojej sławy, żyć tymi wszystkimi wydarzeniami. Zawsze jednak trzymała się na uboczu i nie chciała w nich uczestniczyć - chciała być tylko moją matką.

A w ojcu? 

To, że niemal w każdej sytuacji potrafi mnie rozśmieszyć. Kiedy oboje wiemy, że grałam beznadziejnie, łapie za telefon i wali prosto z mostu: „Co to miało być?!”. Super początek rozmowy. Ojciec zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Mówi do mnie w taki sposób, że zamiast rozpaczać, zaczynam się śmiać.

A swoje stękanie też kochasz? 

To za dużo powiedziane. Miałam tak od dzieciństwa i nie chce mi się tego roztrząsać. Po prostu tak już jest.

Czy teraz, kiedy myślisz o swoim pierwszym zwycięstwie w Wimbledonie w wieku 17 lat, widzisz w tym coś, co kochasz, a czego wcześniej nie rozumiałaś? 

Wtedy najbardziej podobało mi się to samo, co i teraz: element zaskoczenia. To było takie niespodziewane i satysfakcjonujące. W jednej chwili zdobyłam tak wiele, że to się ledwo mieści w głowie. W tamtych czasach to była rzadkość, żeby tak młoda zawodniczka została mistrzynią Wielkiego Szlema. Obecnie nawet 21- czy 22-latki uważa się za bardzo młode. Więc w końcu zdałam sobie sprawę, jak wielkie to było osiągnięcie.

Czy są turnieje, w których lubisz wygrywać bardziej niż w innych?

Nie jestem matką, ale to pytanie mi przypomina: „Które ze swoich dzieci kochasz bardziej?”.

Czy jest coś, co kochasz w rywalizacji z Sereną Williams?

Uwielbiam mierzyć się z najlepszymi, a Serena od lat jest numerem jeden. Podnosząc poprzeczkę sobie, nieświadomie podnosimy ją też innym, bo to ich motywuje do pracy, by nas pokonać.

Co ci się podoba w słowie „odwaga”?

Odwaga ma wiele definicji. Dla mnie odwaga oznacza przede wszystkim krótką pamięć - kiedy za dużo się nie myśli. Sądzę, że człowiek jest odważniejszy, gdy nie może spojrzeć za siebie i przypomnieć sobie, czy jakieś doświadczenie było złe, czy dobre. Dlatego też nie możemy przewidzieć, co się stanie, rozumiesz? To właśnie ten znak zapytania jest dla mnie siłą napędową.

Masz jakieś zwierzęta, które dobrze na ciebie działają?

Mam psa, szpica o imieniu Dolce. Podoba mi się, że jest grubiutki i o tym wie. No dobrze, nie grubiutki. Powiedzmy, że jest po prostu nietypowo duży. Je tak jak ludzie, przepada za polędwicą. Kiedy mu daję marchewkę, nosi ją wszędzie ze sobą. O Boże, zadajesz mi takie pytania, że moje życie wypada strasznie smętnie. „Lubi popijać kawę z właściwą ilością pianki i bawić się ze swoim tłustym psem”. Dziwaczka. 

Wcale nie. Im więcej o tobie wiemy, tym bardziej cię kochamy.

Tekst ukazał się w magazynie Esquire (02/2015) Autor: Cal Fussman

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie