Czy opłaca się inwestować w coffee-table books?
iStock

Czy opłaca się inwestować w coffee-table books?

Są książki, które kupujesz po to, by postawić je na półce. I są też takie, drogie i pięknie wydane, do których w komplecie dostajesz elegancki stolik do kawy.
26.09.2018

W 1999 roku niemiecka firma Taschen, znana z publikowania przystępnych cenowo monografii modnych artystów, pokazała światu monstrualny album ze zdjęciami giganta fotografii, Helmuta Newtona. Dzieło zatytułowane „Sumo” ważyło 30 kilogramów, a żeby je przeglądać, konieczne było użycie odpowiedniego stojaka, dołączonego do księgi. Nie był to jednak przypadkowy stolik, lecz perełka designu, stalowy mebel zaprojektowany przez francuskiego projektanta Philippe’a Starcka. Bardziej od gabarytów dzieła szokowała jednak cena – „Sumo” kosztowało półtora tysiąca dolarów. Absurd? Bardzo możliwe. Tyle że „Sumo”, wydane w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy, wyprzedało się błyskawicznie. Dzisiaj album jest trudny do zdobycia na rynku wtórnym, a jeśli się pojawia, kolekcjonerzy żądają za niego kwot wielokrotnie wyższych. Witamy w świecie coffee-table books.

Coffee-table books, czyli książki do czytania w salonie

Czym są? Jak nazwać je po polsku? I w jaki sposób zdobyły serca nabywców – oraz miejsce na stoliku w pobliżu kanapy w salonie? Złośliwi nazywają je książkami do przeglądania, wytaczając argument dość bezlitosny, że nie niosą treści, a jedynie cieszą oko. To w większości prawda, ale z drugiej strony – co w tym złego? Coffee-table books, czyli w swobodnym tłumaczeniu – książki do czytania w salonie, to najczęściej albumy, zbiory obrazów tworzących tematyczną i stylistyczną całość. Są czymś w rodzaju chwilowej uczty dla oka i relaksu dla głowy, coś pomiędzy szybką wizytą w galerii sztuki a podróżą do najbardziej egzotycznych i ekskluzywnych miejsc na Ziemi. Idealna rozrywka dla gości, którzy czekają, aż podasz im popołudniową kawę albo wieczorną whisky.

Coffee-table books pojawiły się na początku lat 60. XX wieku. Za pierwszą w historii uznaje się „This is the American Earth” słynnego fotografa Ansela Adamsa, wizualną opowieść o przyrodzie Ameryki. Zawsze były dość konserwatywne, przeznaczone dla wyrobionego odbiorcy. Tej przewidywalności śmiertelny cios zadał pewien ekscentryczny niemiecki wydawca, który wymyślił, że coffee-table books mogą stać się kosztownymi obiektami pożądania i kolekcjonerskimi perełkami. 

Taschen - najbardziej niezwykły wydawca na świecie

Opowiadać o „książkach na stolik do kawy” i nie wspomnieć o Benedykcie Taschenie to tak, jakby historię rocka omówić z pominięciem The Rolling Stones. 56-letni dzisiaj przedsiębiorca z Kolonii, twórca wydawnictwa Taschen, jest prawdopodobnie najbardziej niezwykłym wydawcą na świecie. Właściciele wydawnictw zazwyczaj pozostają w cieniu, nikt nie interesuje się szczegółami ich życia. Taschen jest inny – on żyje jak gwiazda pop. Swój czas dzieli między rodzinne Niemcy a Los Angeles, gdzie ma rezydencję, słynny Chemosphere z 1960 roku, futurystyczny dom na betonowym słupie, usytuowany na zboczach wzgórz Hollywood, obok Mulholland Drive. Karierę w biznesie zaczynał w latach 70., jako dwunastolatek – sprzedawał wysyłkowo rzadkie wydania komiksów. W 1980 roku otworzył w Kolonii księgarnię z komiksami. Biznes szybko zaczął przynosić młodemu właścicielowi krocie. W 1984 roku Taschen po raz pierwszy zadebiutował na rynku książek – kupił w USA niesprzedane egzemplarze albumu z reprodukcjami dzieł Rene Magritte’a, po czym odsprzedał je w Niemczech z niezłym zyskiem. Dzięki tej transakcji przekonał się, że rynek książek o sztuce to niezły biznes. Kilka lat później albumy firmy Taschen można było kupić w większości krajów Europy – wydawnictwo z Kolonii szybko zyskało opinię firmy wydającej ciekawe książki za sensowne pieniądze. Aż do 1999 roku, gdy Benedyktowi Taschenowi do głowy przyszedł szalony pomysł. Tak narodziło się „Sumo”.

A year of Champ collaboration. Travel back through TASCHEN history at our new TASCHEN Gallery show, A Passion for TASCHEN, and with our online history: http://fal.cn/tHVx

Opublikowany przez TASCHEN na 21 września 2017


Album ze zdjęciami Helmuta Newtona, mimo że zasłużenie nosi miano największej książki XX wieku, nie stanowi jednak opus magnum Taschena. To pojawiło się pięć lat później. W 2004 roku niemiecki księgarz-bon vivant wydał dzieło jeszcze bardziej monstrualne. To „GOAT” (skrót od Greatest of All Time, ang. największy w historii), album opowiadający o latach świetności Muhammada Alego, bokserskiego mistrza świata wagi ciężkiej. W najdroższej wersji waży 34 kilogramy, ma okładkę z różowej skóry, liczy blisko 800 stron i ozdobiony jest ekscentryczną rzeźbą-stolikiem autorstwa Jeffa Koonsa. Cena? Dwanaście tysięcy euro. 

Książka, która wygląda jak obleczone w różową suknię piersi Naomi Campbell

Po „Sumo” i „GOAT” pojawiały się kolejne dzieła w rozmiarze XL – od reprintu Biblii Marcina Lutra, przez owiniętą w tkaninę i sznur 800-stronicową monografię Christo i Jeanne-Claude, mistrzów „opakowywania” budynków czy książkę Normana Mailera o lądowaniu człowieka na Księżycu wyposażoną w przypominający kosmiczny lądownik stolik zaprojektowany przez Marca Newsona. Najbardziej niesamowitą formę przybrał wydany przez Taschena album – hołd dla Naomi Campbell – książka wygląda jak obleczone w różową suknię piersi słynnej supermodelki. Najpiękniejsze coffee-table book wszech czasów? Bardzo możliwe.

W dziedzinie koszmarnie drogich albumów nikt nie dorówna Taschenowi. Mimo to konkurencja też stara się dopieszczać kolekcjonerów. Wystarczy wspomnieć pięknie opakowaną w drewno monografię „The Impossible Collection of Wine” wydaną przez francuską firmę Assouline. Inne wydawnictwa, choćby Rizzoli czy Phaidon, też oferują limitowane edycje swoich coffee-table books. W ubiegłym roku na rynku wydawniczym zadebiutowała też firma Apple z albumem „Designed by Apple in California”. Na trzystu stronach zgromadzono blisko pięćset fotografii prezentujących produkty z logo w formie jabłka. Cena książki? 250 euro. W Polsce także pojawiają się specjalne wydania albumów – mają je na koncie uznani fotografowie, choćby Wojtek Wieteska czy Tomasz Tomaszewski. Warto przywołać też opublikowaną przez wydawnictwo Migavka kolekcjonerską wersję albumu „Efekty uboczne” fotografa Kacpra Kowalskiego. Zapakowana w eleganckie pudełko, zaopatrzona w jedwabne rękawiczki do przeglądania i wypuszczona jedynie w stu numerowanych egzemplarzach uzupełnionych o odbitkę fotografii z autografem autora, kosztuje cztery tysiące złotych. 

Limitowane edycje za kilkanaście tysięcy dolarów

Czy inwestowanie w drogie albumy się opłaca? Krótka odpowiedź brzmi: jeszcze jak. Za limitowane edycje coffee-table books kolekcjonerzy na aukcjach żądają kilkunastu tysięcy dolarów. 

Obłęd? Tak, jeśli wziąć pod uwagę, że zwykłe wersje w księgarniach kosztują kilkadziesiąt euro. Rekordową kwotę za kolekcję coffee-table books zapłacono w 2016 roku – anonimowy nabywca za przenośny pawilon mieszczący 444 albumy Taschena (w tym kilkadziesiąt limitowanych edycji) podczas aukcji charytatywnej zapłacił ponad dwa i pół miliona dolarów! O tym, że w pawilonie nie brakowało stolików do kawy, nie musimy chyba wspominać. 

Tekst ukazał się w ostatnim wydaniu The Big Black Book (2/2017)

Nowy numer The Big Black Book w sprzedaży od 5 kwietnia

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie