Charles i Ray Eamesowie, czyli układ idealny
iStock

Charles i Ray Eamesowie, czyli układ idealny

Projektowali architekturę, meble, części samolotów i sprzęty medyczne. A także stoiska targowe, puzzle, latawce, karty, okładki gazet, instrumenty. Charles i Ray Eamesowie 
– pionierzy współczesnego designu i małżeństwo (prawie) doskonałe.
30.03.2018

Poznali się w 1940 roku na Cranbrook Academy of Art w Michigan. Charles, wówczas kierownik katedry wzornictwa przemysłowego, poprosił studiującą na tej uczelni malarstwo Ray o pomoc w przygotowaniu rysunków i modeli na organizowany przez nowojorskie Museum of Modern Art konkurs na najlepszy mebel. Zgłoszenie szykował do spółki z samym Eero Saarinenem, guru fińskiego designu. Charles i Ray od razu przypadli sobie do gustu. I to na tyle, że w ciągu niecałego roku od pierwszego spotkania (i, notabene, zgarnięciu dwóch pierwszych nagród we wspomnianym konkursie) Charles zdążył rozwieść się z pierwszą żoną Catherine Woermann oraz oświadczyć się Ray, zaręczyć z nią i – po miesiącu – ożenić. W podróż poślubną pojechali do Los Angeles, gdzie postanowili osiąść na stałe. Całą drogę do Miasta Aniołów – uwaga, to już brzmi jak z „harlequinów” – zbierali chamaechory. Tymi kłębiastymi, wędrującymi za sprawą wiatru suchymi roślinami ozdobili sufit swojego pierwszego domu. Nierozłączni byli aż do śmierci. Eamesowie – mistrzowie, a w wielu przypadkach wynalazcy współczesnego designu. 

Charles urodził się w 1907 roku w St. Louis w Missouri. Projektowaniem interesował się od zawsze, nic więc dziwnego, że podjął studia na tym kierunku. Jednak z uniwersytetu w rodzinnym mieście został wyrzucony. Powodem był jego bezkrytyczny zachwyt pracami Franka Lloyda Wrighta, uważanego do dziś za jednego z najważniejszych architektów XX wieku. Wykładowców przez dwa lata doprowadzało to do szału. W końcu skreślili go z listy studentów. Charles studia dokończył na Cranbrook, a już w wieku 23 lat otworzył własną pracownię architektoniczną. Pięć lat od niego młodsza Ray, zanim trafiła na tę samą uczelnię, studiowała abstrakcyjny ekspresjonizm u Hansa Hofmanna w Nowym Jorku. Po ślubie i przeprowadzce do Los Angeles praca zawodowa i życie prywatne Eamesów stały się nierozerwalną całością. Do tego stopnia, że pierwszą pracownię urządzili w sypialni. To tam zbudowali maszynę do formowania sklejki, którą nazwali Kazam. 

Zanim przedmioty ze sklejki utorowały Eamesom drogę do wielkiej kariery, zapewniły im nie najgorszy byt. I nie były to meble. Jeszcze przed końcem II wojny światowej małżonkowie zaprojektowali szynę stabilizującą złamane kończyny. Okazała się idealna w transporcie rannych żołnierzy z frontu. Była lekka, funkcjonalna, tania i łatwa w masowej produkcji. US Navy zamówiła 150 tysięcy egzemplarzy. Dziś szyna Eamesów stanowi przedmiot kolekcjonerski, a gdy wrzucić w wyszukiwarkę hasło „leg splint”, wyskakuje w wynikach jako „dzieło sztuki”. Jednak Charlesowi i Ray przyniosła wówczas nie tyle uznanie środowiska artystycznego, ile pieniądze. Gdy do zamówień na szyny dołączył kontrakt na zaprojektowane przez nich nosze, mogli mówić o finansowym sukcesie.

Do sprzętu ratowniczego szybko dołączyły meble. Już w 1946 roku Evans Products zaczęło produkować krzesła ze sklejki autorstwa Eamesów, później produkcję przejęła firma Herman Miller, w Europie zaś – legendarna dziś Vitra. Meble Eamesów spodobały się, ponieważ idealnie wyważały granicę między wzornictwem przemysłowym a sztuką. Znakomicie prezentowały się w gabinetach prezesów, w firmowych hallach, urzędach i obiektach użyteczności publicznej, ale też w domach. Były tym, czym w modzie męskiej jest dobrze skrojona granatowa marynarka: pasowały do wszystkiego i na każdą okazję, a jednocześnie zawsze robiły wrażenie. Weźmy choćby słynne Eames Lounge Chair z podnóżkiem. Pierwsze egzemplarze powstały w 1956 roku. Krzesło – które błyskawicznie uzyskało status ikony wzornictwa – inspirowane było tradycyjnym brytyjskim fotelem klubowym. Wykonane jest z trzech wyprofilowanych sklejek (dwie na plecy i jedna na siedzisko) w kolorze jasnego brązu oraz podłokietników – wszystko wyłożone czarnymi poduszkami i umieszczone na pięcioramiennej obrotowej nóżce. Do tego podnóżek, będący kopią siedziska fotela, umocowany na nóżce czteroramiennej. Co w Eames Lounge Chair jest tak niezwykłego? Po pierwsze, elegancja. W kolorze, formie i materiałach. Po drugie, dyskretnie opływowy kształt, zapowiedź stylu organicznego. Po trzecie – wrażenie nowoczesności. A oprócz tego, oczywiście, wygoda i funkcjonalność. 

Inny przełomowy model z ich pracowni to Tandem Sling Seating z 1962 roku. Ten modułowy podwójny fotel na stalowych nogach z możliwością dodawania kolejnych foteli to dziś klasyka wyposażenia niemal wszystkich lotnisk na świecie (i po prawdzie większości w miarę sensownie rozplanowanych i urządzonych poczekalni). Takie zresztą było jego pierwotne przeznaczenie: został zaprojektowany z myślą o halach odlotów na waszyngtońskim lotnisku Dulles i chicagowskim O’Hare. Trwałe, łatwe w montażu i demontażu, nieskupiające niepotrzebnie uwagi, eleganckie. Nie bez powodu mówi się, że Eamesowie zdefiniowali we wzornictwie styl korporacyjny.

Jednak Charles, choć w designie odnosił ogromne sukcesy, nie chciał zrezygnować z architektury. Już pod koniec lat 40. razem z Ray zaprojektował i zbudował dom, uważany dziś za jeden z najważniejszych powojennych projektów budynków mieszkalnych na świecie. Zlokalizowany na wzgórzach Pacific Palisades, z kolorową fasadą przypominającą dzieła Mondriana, jest rodzajem świątyni modernizmu. Niewielki, ale przestrzenny, ze szklanymi ścianami, miał być masowo powielany i dostępny na przeciętną kieszeń. Jednak, jak to zwykle bywa, okazał się zbyt nowatorski. Ci, z myślą o których został zaprojektowany, i tak zamieszkali w zwykłych szeregowcach, jakie oplotły powojenne przedmieścia Ameryki. Dlatego Eamesowie sami w nim zamieszkali. Dom dziś jest rodzajem muzeum Eamesów; wszystko w nim zostawiono tak, jak było za życia Charlesa. W środku jednak umiejętnie wymieszano stare z nowym, a „poważne” i klasyczne z żartobliwym i – ku zdziwieniu licznie zwiedzających – nieco nawet kiczowatym. Porcelana, świeczki, patery, stare pojemniki na sól i słoiki po musztardzie. 

Dla Eamesów design zawsze był praktycznym rozwiązaniem, nie zaś – luksusem. Zdemokratyzowali wzornictwo i sprawili, że trafiło ono pod strzechy. Bez Eamesów trudno wyobrazić sobie IKEA czy Apple. To ten sam duch nowoczesności, lekkości, prostoty i przeświadczenia, że forma podąża za funkcją. I wiara, że nawet zwykłe przedmioty powinny być po prostu ładne. Pionierami byli jednak i z innych powodów. Projektowali dla innych firm, zanim wynajmowanie „gwiazdorskich” designerów przez wielkie koncerny stało się modne. Stworzyli m.in. pawilony wystawowe dla IBM i dla rządu Stanów Zjednoczonych. W 1959 roku zostali wynajęci do wyprodukowania filmu propagandowego o amerykańskim stylu życia. Pokazywano go w ówczesnym Związku Radzieckim jako jeden z elementów wystawy prezentującej Rosjanom, co znaczy American Dream, otwartej w ramach prób ocieplenia stosunków między oboma krajami na fali politycznej odwilży po śmierci Józefa Stalina. Film, zatytułowany „Glimpses of the USA”, wyświetlany był jednocześnie na siedmiu ekranach (tak jak siedem jest dni tygodnia) i na każdym pokazywano inny wycinek amerykańskiej domowej codzienności. Całość w myśl zasady, że wszystko jest ze sobą połączone: ludzie, pomysły, przedmioty. Tak mawiał Charles, twierdząc, że jakość tych połączeń jest kluczem do jakości jako takiej. A klucz do dobrego życia? „Miłość i dyscyplina” – odpowiadał. Dyscyplina w życiu zawodowym, a miłość – i w jednym, i w drugim.

Zatem tandem idealny? Jeśli wierzyć Marilyn Neuhart, autorce wydanej siedem lat temu biografii „The Story of Eames Furniture” – nie. Neuhart napisała, że Ray nie dorównywała talentem genialnemu Charlesowi, a cała jej rola polegała jedynie na dobieraniu kolorów. Potrafiła w pięć minut zrujnować ważną naradę w sprawie projektu, czepiając się nieistotnych szczegółów, albo odwrotnie – bardziej niż pracą zajęta była wyprawianiem podwieczorków. Dlatego, zdaniem Neuhart, Ray do twórczości Charlesa praktycznie niczego nie wniosła, a jej równorzędna pozycja w firmie to mit. Znawcy tematu do tych rewelacji podeszli sceptycznie. Alexandra Lange z „Design Observer” uznała opinie Neuhart za niesprawiedliwe, a sposób ich przedstawienia – za wredny. „New York Times” określił książkę jako „dosadną” i „bezceremonialną”. Nikt jednak do dziś nie podważył tych ustaleń. Zdaniem „Design Observer”, surowa ocena Ray wynika z tego, że Neuhart nie rozumiała wagi zawodu dekoratorki, którą Ray była przede wszystkim. „Moglibyśmy nazwać ją stylistką. W dzisiejszych czasach taka profesja bywa lepiej opłacana niż zawód projektanta” – tłumaczyła Lange. Możliwe też, że wpływ na sądy pisarki miał fakt, że jej mąż pracował z Eamesami przez dwadzieścia lat. Miała więc atrakcyjne – co nie znaczy, że obiektywne – źródło informacji. Brak zdolności Ray mógłby też być wytłumaczeniem tego, że po śmierci Charlesa w 1978 roku postanowiła skończyć z projektowaniem i resztę życia, tj. dziesięć lat, poświęcić na promowanie ich wspólnego dorobku na warsztatach i wykładach.

Dlaczego zatem Charles przez niemal całą swoją karierę zawodową godził się na podpisywanie każdego projektu nie jako autor, lecz współautor? „The Guardian” spekuluje, że robił to z wdzięczności za przestrzeń, jaką Ray mu zostawiała. Pozwalała mu się koncentrować wyłącznie na pracy, nie obarczając żadnymi innymi sprawami. Pielęgnowała jego nieskazitelny wizerunek artysty wybitnego, przymykając oko na fakt, że był człowiekiem trudnym w codziennym życiu i, delikatnie mówiąc, mającym niejakie kłopoty z dochowaniem wierności małżeńskiej. W zamian była panią Eames. Niewykluczone zatem, że u podłoża ich małżeństwa leżał handel wymienny, nie zaś cudowne spotkanie pary geniuszy. Co nie zmienia faktu, że dzieła podpisane nazwiskiem małżonków Eames zdefiniowały wzornictwo przemysłowe na kolejne dekady i okazały się ponadczasowe – meble i przedmioty zaprojektowane przez Charlesa i Ray produkuje się do dzisiaj.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie