20-Ghost Club w Polsce. Poznaj miłośników starych Rolls-Royce'ów i ich historie
Zdjęcia: Błażej Żuławski

20-Ghost Club w Polsce. Poznaj miłośników starych Rolls-Royce'ów i ich historie

Istnieją na świecie kluby mniejsze, bardziej ekskluzywne, takie do których ciężej wstąpić, bo trzeba by np. wspiąć się na cztery ośmiotysięczniki. Jednak żaden z nich nie zrzesza ludzi o tak odmiennych, fascynujących życiorysach i wspaniałych historiach, jak 20-Ghost Club.
06.11.2018

Sto lat temu, w związku z podpisaniem zawieszenia broni kończącego działania militarne Wielkiej Wojny, Polska odzyskała niepodległość. Jeszcze nigdy wcześniej w historii starego kontynentu pojedynczy kraj nie zniknął na 120 lat z powierzchni ziemi rozebrany, ot tak, przez sąsiednie potęgi. Powrót ten niesie się po świecie szerokim echem. W Warszawie strzelają korki szampanów, zaczyna krótkie się nadwiślańskie Belle Époque.

Czytaj też: Stylowi blogerzy, czyli jak zarobić 50 tysięcy na jednym wpisie 

Czternaście lat wcześniej, 4 maja 1914 roku w eleganckim hotelu Midland w Manchesterze spotyka się dwóch mężczyzn. Pierwszy to Baron Charles Stewart Rolls, pionier awiacji i o awanturniczej reputacji. Drugi to produkujący elektryczne dźwigi i samochody własnego pomysłu, inżynier - Sir Henry Royce. Pomimo początkowych różnic koncepcyjnych dotyczących tego, jakie powinny być samochody budowane przez powstałą podczas tego spotkania spółkę, obydwaj mają wielki apetyt na skonstruowanie najlepszego i najbardziej niezawodnego samochodu świata. Tak powstaje marka Rolls-Royce. Jej pierwszy samochód zostaje pokazany podczas salonu w Paryżu siedem miesięcy później.

Tajemnice przeszłości i niepowtarzalna teraźniejszość

Bezpośrednio z historią Polski marka ma jednak niewiele wspólnego. Samochodem Phantom II jeździł, co prawda, Józef Piłsudski, ale szybko scedował auto na Edwarda Śmigłego-Rydza, samemu wybierając samochód produkcji krajowej - skromniejszy PZ INŻ CWS-T1. W tajemniczych okolicznościach Rolls-Royce'a nabył inny polski wojskowy: generał Władysław Sikorski. Pięknego, otwartego Phantoma III z nadwoziem Vanvooren. Sikorski zamówił go przez paryskiego pośrednika. Tajemniczo, bo teoretycznie nie powinno go być na taki samochód stać i może właśnie dlatego nigdy nie dysponował nim w kraju... Równie mgliste są losy ewakuacji tego samochodu z Francji do Anglii –dużo wcześniej niż ratowano żołnierzy, którzy ugrzęźli na plażach Dunkierki.

Tło historyczne wyjaśnia przyczyny polskiej wizyty 20-Ghost Club (najstarszego klubu tej marki na świecie), który zrzesza właścicieli samochodów ze skrzydlatą damą wieńczącą chłodnicę, wyprodukowanych przed 1939 r. Choć część członków klubu zaskakuje wiedzą o dwunastu Rolls Royce'ach znajdujących się w rękach Polaków w międzywojniu (klub dysponuje całym archiwum marki, które mieści się w Hunt House pod Northhampton) i padają pytania o zaginiony samochód Piłsudskiego, większość z nich nigdy wcześniej u nas nie gościła. By uczcić stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości i rozpad Pruskiego Imperium, postanowiono, że gros ich corocznej, prawie miesięcznej wyprawy, przebiegnie trasą z Gdańska przez Warszawę i Kraków na Dolny Śląsk. Wycieczki w najlepszym stylu Lorda Byrona i The Grans Tour, czyli wypełnionej zwiedzaniem, wykładami i innymi kulturowymi uniesieniami.

Przyjazd prawie czterdziestu, bezcennych, przedwojennych samochodów Rolls-Royce jest wydarzeniem bez precedensu.  To jak ruchoma wystawa wypożyczona naszym muzeom z National Gallery w Londynie. Z tą różnicą, że pejzażem Constable'a nie da się pojechać przez Toruń. Do tego samochody zjechały do Polski nie tylko z Wielkiej Brytanii, ale też z miejsc tak odległych, jak choćby Australia, Nowa Zelandia, Hong Kong, USA czy Botswana. Wraz z nimi, oczywiście, przybyli ich właściciele.

Niby nic nadzwyczajnego, samochód musi mieć kierowcę... Jednak, by interesować się tak określoną dziedziną, jak samochody przedwojenne jednej marki, a także, być właścicielem takiego pojazdu (ceny przeznaczonych do renowacji Silver Ghostów zaczynają się od 100 tys. funtów) i jeszcze do tego zabierać takie auto na liczącą ponad 1500 kilometrów wyprawę, do tego trzeba być kimś wyjątkowym.

Przez sześć dni miałem okazję towarzyszyć klubowi w przejeździe z Warszawy do Krakowa i dalej w Góry Sowie. Podróżując nowoczesnym, najnowszym Rolls-Royce'em Ghost o wydłużonym rozstawie osi. W trakcie tego niecałego tygodnia nie dość, że raz sam zasiadłem za kierownicą samochodu z 1922 roku, to miałem szczęście wysłuchać wielu fascynujących historii – opowieści, które ze względu na kolejne 45 lat komunizmu raczej nie mogłyby się wydarzyć w Polsce. Oto niektóre z nich i ich bohaterowie.

Sir John

Żółta koszula i żółte spodnie. Tak najłatwiej rozpoznać Sir Johna Stuttarda. To właśnie on wpadł na pomysł, by w 2018 roku przyjechać na "tour" do Polski. Sir John nie mówi zbyt wiele. Tylko patrzy, niezwykle przenikliwie. Całą trasę musiał przejechać rok wcześniej. Z aptekarską precyzją zaplanować widokowe przystanki, restauracje serwujące najlepszą polską kuchnie, luksusowe hotele takie, jak np. Uroczysko 7 Stawów w Niemczy. W książce, którą przygotował, a którą przed wyjazdem dostali wszyscy członkowie klubu nie tylko znalazły się rekomendowane trasy, krótkie informacje co można na każdym kilometrze zobaczyć, gdzie zjeść lunch ale nawet lista lektur o Polsce – do przeczytania przed wyjazdem z domu. Tytaniczna praca. Szczególnie, że stareńkie Rollsy nie lubią autostrad i nie są w stanie wszędzie zaparkować – ze względu na swoją wartość i dlatego, że są wielkości małych autobusów, w nocy najlepiej się czują w zamykanym garażu.

Sir John, który w latach był 2006-2007 Lordem Burmistrzem Londyńskiego City, sam napisał trzy książki - w tym dwie podróżnicze - o wyprawie autostopem z Johannesburga do Harare i podróży Rolls-Roycem z Pekinu do Paryża przez Tybet, Pakistan, Iran i Turcje. Mnie opowiada o samochodzie, którym przyjechał do Polski.

-To mój trzeci przedwojenny Rolls Royce. Ten typ nadwozia All-Weather Tourer szczególnie podoba się kobietom. Nie dlatego, że ma dwoje, zamiast czterech drzwi, tylko ze względu na podnoszone, prawdziwe, boczne szyby… popatrz na inne samochody z tego okresu te, które są kabrioletami. Żaden nie ma szyb z boku i gdy deszcz zacina, w środku siedzi się jak na zewnątrz – mówi.

- Samochód wygląda "sportowo" bo zamówił go dla siebie, do jeżdżenia po Londynie 21-letni Maharadża Gujarat. Jego ojciec przedwcześnie umarł zostawiając mu ogromną fortunę. Samochód ma nadwozie Park Ward i deskę rozdzielczą przypominającą kabinę motorówki. Widać, że był budowany dla młodego człowieka. Niestety młody książę musiał go sprzedać, gdy osiągnął dostojny wiek 30 lat. Doradcy wytłumaczyli mu, że już mu nie wypada prowadzić samemu – kończy i oddala się tłumacząc się obowiązkami.

Jane i Ken

To małżeństwo jest jak ogień i woda. Jane i Ken Forbes. On ma prawie dwa metry wzrostu, miły, otwarty uśmiech, niski, tubalny głos. Mówi powoli i ostrożnie. Cierpliwie odpowiada na wszystkie moje pytania. Właśnie został wybrany na nowego przewodniczącego 20-Ghost Club. Ona jest malutka i jest wulkanem energii. Gdy podczas pierwszej kolacji nie wiem gdzie usiąść, Jane mruga do mnie porozumiewawczo wskazując miejsce obok siebie. Przywołuje mnie tak długo aż w końcu ulegam. To mądra decyzja. Jane przedstawia mnie wszystkim, interesującym członkom klubu. Opowiada mi też z rozbrajającą szczerością o swoim życiu, nie szczędząc mi pikantnych szczegółów i kontrowersyjnych opinii. Podobno wnuki nazywają ją "Gramtastic". Szybko dowiaduje się dlaczego, gdy mówi wylewa z siebie istny strumień świadomości:

- Kochany, może skoczyłbyś po deser dla mnie? Ja śpiewam, ja tańczę tango, ja opowiadam historię, ale po deser ty musisz skoczyć… wiesz, jestem dziewczyną, która całe życie miała służbę… - puszcza mi oko, śmieje się i kiedy mam już wstać łapie mnie za rękaw marynarki – Musisz poprosić Kena żeby opowiedział ci o naszym samochodzie! Czy ty wiesz, że on był czołgiem? Grał w filmie "Laurence of Arabia" i miał normalnie zamontowane opancerzenie! I działo tam, gdzie teraz jest tylne siedzenie, no ale teraz idź po deser. Chcesz jeszcze wina, to ci doleje, ja się nie boje żadnej pracy! – krzyczy gdy ja idę po deser.

- Gdzie mówiłeś, że studiowałeś złotko? W Łodzi? Tam gdzie Polański… znam go, niezbyt miły człowiek. Jestem kobieta pracująca, byłam gosposią i zajmowałam się jego domem na Cap-Ferrat. Jezu co to były za imprezy, miałam dość sprzątania co drugi dzień kompletnie zrujnowanego domu. Wiesz co mi powiedział, gdy się poskarżyłam? Że jestem dzieckiem i żebym dorosła! Wyobrażasz sobie?! Jest taki typ człowieka, który zawsze chce ci pokazać, gdzie twoje miejsce. W Anglii jest takich ludzi sporo. Traktują mnie z góry, nie obchodzi ich, że od 100 lat moja rodziny sprowadzała do Zjednoczonego Królestwa Mercedesy, a mój ojciec był pierwszym anglikiem, który jeździł Gullwingiem. Dla nich jesteśmy ciągle nuworyszami. – ciągnie Jane nie robiąc przerwy na oddech – po Polańskim zajmowałam się domem Aleca Guinessa. Było dużo milej. Po prawej moim sąsiadem był Mick Jagger – mruga porozumiewawczo - po lewej David Niven.

- David zawsze wchodził na drabinę i udawał, że zbiera morele, kiedy pod nieobecność właścicieli opalałam się z koleżankami na tarasie – znowu mrugnięcie - W Zatoce cumował jeszcze jacht Elisabeth Taylor. Byłyśmy dogadane z załogą, bo kucharz był naszym kumplem. Kiedy Liz wraz z mężem Richardem Burtonem wyjeżdżała na weekend płynęliśmy łódkami lub wpław na jacht żeby imprezować. Szofer też był z nami w zmowie, więc gdy wracając wjeżdżał na półwysep trąbił dwa razy. Wtedy w panice sprzątaliśmy, poprawialiśmy poduszki i takie tam. Ludzie dosłownie wyskakiwali z łóżek i hops, prosto za burtę. Boże co to były za czasy, ale jeszcze ci pokażę jak potrafię zatańczyć nawet dziś. Podoba ci się moja narzutka? Ma 90 lat, moja ciocia uciekła w niej z Szanghaju… - kontynuuje a ja słucham jeszcze przez co najmniej dwie godziny.

Sir Michael, David, Ronda, Bill, Nanette i Ron

W Krakowie podczas kolacji u Wierzynka opiekuńcza Jane sadza mnie przy stole z samymi miliarderami. Grożąc im palcem każe im się mną zająć i grzecznie ze mną rozmawiać, tak żebym się nie nudził. Śmieją się i obiecują, że zaopiekują się tym dziwnym, polskim podrzutkiem. Nie mam się czym przejmować, jestem już traktowany jak członek 20-Ghost Club.

Z prawej strony siedzi Sir Michael Kadoorie, prezes zarządu grupy Hong Kong and Shanghai Hotels – właścicieli sieci hoteli Penninsula, oraz dostarczyciel 85% prądu do miasta Hong Kong. Jego majątek szacowany jest na 8 miliardów dolarów, co czyni z niego 190 najbogatszego człowieka na świecie. Jego kolekcja czterdziestu wyjątkowych samochodów zabytkowych jest równie spektakularna co jego fortuna i fakt, że pierwsze cztery lata życia spędził w Japońskim obozie jenieckim. Twierdzi jednak, że niewiele z tego pamięta. Następnego dnia zabieram Michaela na wycieczkę po Opolszczyźnie i kawałku Dolnego Śląska. Jedziemy w dwa samochody, on swoim spektakularnym, zwyciężającym konkursy elegancji, Phantomem III Three Position Drophead z 1936 r. Na prawym fotelu zasiada jego przyjaciel i opiekun kolekcji David McKirdy.

Gdy na lunch zabieram ich na pizzę i makaron do mojej ulubionej włoskiej knajpy w Polsce, mieszczącej się w dalekim Jarnołtówku, jesteśmy już przyjaciółmi. Kadoorie nie jest wcale nieprzystępny i znajduje wspólny język z każdym. Hojnie oferuje bym pojechał z nim jego samochodem. Od razu się zgadzam. David pyta się mnie o czym będę pisał w swoim artykule. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że jeszcze nie wiem…

- Znam to – mówi David – kiedyś miałem opisać tour Rollsami po Japonii – połowę napisałem o słynnym poecie Haiku Basho, sam nie wiem dlaczego…

Wracjąc do wieczoru w krakowskim Wierzynku. Z majątkiem wartym 5,6 mld dolarów – Ronda Stryker i jej mąż William Johnston, są notowani na 380 miejscu najbogatszych ludzi świata. Były CEO Stryker Corp. Ron Elenbaas i jego żona Nanette to najlepsi przyjaciele Strykerów. Obydwie pary mieszkają obok siebie w stanie Michigan, po sąsiedzku kupili też swoje domy na Key West. Wspólna jest też ich kolekcja samochodów – wśród nich dwa Silver Ghosty, którymi jadą przez Polskę.

- Wiesz co daje 10 milionów dolarów? Pierwsze… albo drugie… albo trzecie… albo czwarte… miejsce w Pebble – mówi mi z amerykańską bezpośredniością Ron, odnosząc się do słynnego konkursu elegancji rozgrywanego na polu golfowym Pebble Beach, położonym na półwyspie Monterey. Po tym stwerdzeniu następuje abstrakcyjna, półtoragodzinna wymiana zdań na temat wielu zwycięstw w klasach w Pebble, jakie zdobyli ludzie przy moim stole. Jednak Ron nie daje za wygraną i stara się dalej mnie edukować.

– Prawdziwym konkursem, choć budzi on wiele emocji to… kto pierwszy ustawi swój samochód rano na greenie pola! A my zawsze jesteśmy pierwsi! Zawsze! Co roku, od piętnastu lat wynajmujemy taki stary, rozpadający się domek, który kiedyś podobno był domem publicznym i kasynem. Jest naprawdę straszny, ale jego nadrzędną zaletą jest to, że znajduje się na samym polu golfowym. Także nie ma możliwości żeby ktoś był pierwszy, nawet jeśli wstanie o 5.30 rano i będzie czatował na otwarcie bram – stwierdza z zadowoleniem, by po chwili dodać – Także, wiesz, gdzieś teraz, przy kolacji, jakiś facet chwali się znajomym, że w tym roku jego samochód będzie pierwszy na greenie w Pebble i jest w błędzie! – zaśmiewa się w niebogłosy klepiąc się w kolano.

- Nie jeśli najpierw kupię ten dom – dorzuca spokojnym głosem i z szelmowskim uśmiechem na twarzy Sir Michael Kadoorie.

Ron blednie.

Alex

Alexisa Jones'a Joyce'a poznaje jeszcze w Warszawie i natychmiast znajdujemy wspólny język. Alex mieszka w Nashville w stanie Tennessee, ja przed trzema tygodniami stamtąd wróciłem. W wieku 27 lat Alex stracił ojca i odziedziczył małą fortunę. Jego ojciec to postać na osobną opowieść, wojskowy, biznesmen, współpracownik CIA, przez co Alex "za komuny" nie mógł jeździć do Berlina w obawie, że zostanie porwany przez Stasi. Poza tym, że był pierwszą osobą, która zaczęła sprowadzać wino do Nashville (krainy Burbona), jego rodzina zbudowała Ryman Audytorium, na którego backstage'u Alex się wychował i gdzie narodziła się audycja radiowa – The Gran Ole Opry – rozsławiająca gatunek "Country and Western" na cały świat.

Poznaję tym samym człowieka, którego rodzina jest odpowiedzialna za kariery Hanka Williamsa, Waylona Jeningsa, Williego Nelsona i… rodziny Cyrusów. W życiu Alex jednak imał się różnych zawodów. Odziedziczoną fortunę zainwestował i do pięćdziesiątego roku życia pracował tu i ówdzie, głównie podróżując po świecie, będąc nauczycielem, pracownikiem biurowym, szkoleniowcem. Mówi szybko i skacze z tematu na temat, niczym podekscytowany czternastolatek.

- Znasz to zdjęcia Papieża Jana Pawła II z Battery Park z Nowego Jorku, kiedy wiatr rozwiewa mu szatę? (pokazuje), ta głowa tutaj na pierwszym planie to ja! – chwali się i rzeczywiście jest czym, ma ponad dwa metry wzrostu – Kocham mojego Rollsa i inne moje przedwojenne samochody, musisz się koniecznie nim przejechać (rzeczywiście dwa dni później robię nim przerażającą rundkę po Krakowie. Samochód ma mocny silnik ale nie ma hamulców a pozbawione synchronizacji biegi nie chcą wchodzić).

- Mam też świetnego Peugeota (pokazuje zdjęcie małego, przedwojennego Peugeota zapakowanego na pakę białej półciężarówki Ford), ale moją prawdziwą miłością są samochody napędzane parą. Pierwszego Stanleya Steamer, jakiego odbudowałem sprzedałem Jayowi Leno. Teraz mam ich kilka. Pokaż mi gdzie mieszkałeś w Nashville (sprawdza)… a tutaj, dobra to mój dom jest tu i naprzeciwko mam park. Nie zamykają go na noc, latarnie w nim są gazowe. Najstarsze w mieście! Uwielbiam w nocy wyprowadzać swój parowy samochód na spacer do tego parku. Jak kiedyś wpadniesz możesz mi towarzyszyć. Albo pojechać ze mną na rajd parowców – sprawdzamy tam pod jaką górę uda nam się wspiąć tymi stareńkimi pojazdami. Mój rekord to długi podjazd o nachyleniu 28%! – cóż każdy ma takie hobby na jakie go stać, myślę.

Rozmowa schodzi na Polskę, okazuje się, że Alex był już u nas dwa razy. Ostatni raz 14 lat temu, w… Wolsztynie gdzie uczył się prowadzić stare lokomotywy m.in. słynną piękną Helenę. Jego drugą miłością są góry. Żółty Silver Ghost Alexa nazywa się "The Rider" a chłodnice wieńczy robiona na zamówienie, srebrna figurka Spirit of Ecstasy jedącej na snowboardzie. - Kosztowała mnie 10 000 dolców. Była by droższa, ale mój kumpel rzeźbiarz wziął ode mnie tylko za materiały – opowiada. Amerykanie to jednak materialiści, myślę.

Rupert

Ruperta zauważam od razu. Podczas formalnej kolacji w należącym do rodziny Rostworowskich Pałacu Popielów w Krakowie. Na stopach ma sandały. Do tego szare skarpetki, podciągnięte wysoko podkolanówki, chowające się w nogawkę krótkich spodni sięgających nieco poniżej kolana. Koszula ze stójką, zapięta pod samą szyje. Szalik i przenikliwe spojrzenie spod krzaczastych brwi. Podchodzę i pytam czy mogę zrobić mu zdjęcie. Dziwi się, gdy tłumaczę mu, że jest straszliwie modnie ubrany, że rozsławione przez Gucci i Balenciagę, sandały i skarpety są teraz na topie. Rupert śmieje się i czerwieni zadziwiony nowoodkrytą rolą trendsettera. Postanawiamy zostać przyjaciółmi, szczególnie gdy okazuje się, że londyński prawnik Rupert Grey jest także reprezentowanym przez agencje Magnum fotografem, który równie często pozywał firmę Condé Nast, co w niej publikował. W naszej rozmowie padają na przemian nazwy: Vogue, łódzka filmówka, Rolls-Royce, Royal Geographical Society.

Wraz ze swoją żoną, Jan – która jest byłym kuratorem sądowym - cztery lata temu objechał dookoła Indię (i Bangladesz) swoim Rolls-Roycem Phantom III. Samochodem, który kupił jeszcze jego ojciec. Z tej wyprawy powstał film dokumentalny pt. "Romantic Road", którego koproducentem jest koleżanka Ruperta – Sharon Stone. To mogłoby wydawać się niesamowite gdyby nie fakt, że "Rup" ma w życiorysie same szalone projekty. Po ukończeniu studiów i krótkim epizodzie służby wojskowej poszukiwał miedzi na południowym Pacyfiku, ropy na wielkich, australijskich pustyniach, poławiał ostrygi na morzu tasmańskim, budował szkoły na wyspach archipelagu Fidżi i uczestniczył w wielu ekspedycjach naukowych (np. Operacji Drake, jako fotograf czy też liczył słonowodne krokodyle na Papui Nowej Gwinei).

- Mój związek z Jan jest oparty na trwającym od 41 lat romansie. Jasne, mamy normalny dom w Sussex, pracuję w Londynie jako prawnik, mamy trzy córki, ale jesteśmy też w stanie podróżować razem po najbardziej odległych miejscach: miesiącami chodzić po Himalajach, spędzić miesiąc na Borneo, w arktycznej tundrze czy odkrywać mangrowe lasy zatoki Bengalskiej – mówi. Mój zachwyt nad jego poczuciem wolności podsumowuje krótko – Po prostu dosyć wcześnie zrozumiałem, że świat stoi przede mną otworem i byłbym idiotą gdybym nie skorzystał ze wszystkiego co może mi zaoferować. To człowiek, który postanowił naprawdę spróbować wszystkiego czego można w życiu doświadczyć.

Błażej

Następną ekspedycją Ruperta ma być przeprawa jego Rollsem przez Alaskę, a potem wzdłuż zachodniego wybrzeża USA aż do Meksyku... a może dalej do samej "Tierra del fuego". Niesamowite! Po sześciu dniach spędzonych z klubem sam chętnie wybrałbym się na jakąś awanturniczą wyprawę. Wysłuchałem tylu historii, których nie pomieścił ten artykuł, że starczyłoby na dobrą powieść.

Cieszę się z manifestacji poglądu, że zabytkowy samochód powinien jeździć a nie stać w klimatyzowanym magazynie, jaką wyraża wycieczka "Ghostów". Wielu z członków klubu podziela też opinię, że taki pojazd nie powinien być też tylko "alternatywnym sposobem inwestowania", co winduje jego cenę i sprawia, że prawdziwych pasjonatów przestaje być na tego  typu styl życia stać. Jedno wiem na pewno: wydarzenie tego kalibru w Polsce już się za mojego życia nie powtórzy…

Tekst i zdjęcia: Błażej Żuławski 

Na marginesie: samochód Sikorskiego należy dziś do członka 20-Ghost Club - Lorda Anthony'ego Bamforda, inne polskie "Rollsy" należały do Zamoyskich, Bnińskich, Potockich, Radziwiłłów i łódzkiego króla bawełny - Egona Scheiblera.

Podziękowania za pomoc w realizacji materiału należą się: Keithowi Wherry i Jessiemu Strzokowi - za opowiedzenie mi o wszystkich samochodach w grupie, Karolinie Kwapińskiej-Pietruskiej z Tyzenhaus Apartements w Krakowie, oraz hotelowi Uroczysko Siedmiu Stawów w Goli Dzierżoniowskiej – za nocelgi, oraz firmie Rolls-Royce Motor Cars i warszawskiemu dealerowi marki za udostępnienie samochodu.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie