Szczepan Twardoch: „Nie jestem fanem starego mieszczaństwa”
Zdjęcia: Zuza Krajewska

Szczepan Twardoch: „Nie jestem fanem starego mieszczaństwa”

"Chętnie pozostanę dorosły do 80. roku życia, jeśli medycyna na to pozwoli, natomiast nie chciałbym być młody do pięćdziesiątki"- mówił nam pisarz tuż przed wydaniem "Królestwa". Przy okazji startu prac nad serialową wersją "Króla" przypominamy fragment tamtej rozmowy.
05.04.2019

Pierwszy raz rozmawiamy o spotkaniu wiosną. Wtedy odpowiedź jest krótka: „Teraz nie mam czasu”. Wiadomo – Szczepan Twardoch pracuje nad kolejną książką. A jak pracuje, to unika rozkojarzeń. Koncentruje się. W księgarniach nowość ma się pojawić jesienią. Premiera „Króla”, jego poprzedniej książki uznanej za jedną z najważniejszych polskich powieści XXI wieku, miała miejsce w 2016 roku. Czytelnicy i krytycy zdążyli ją przeczytać, przestudiować i całkowicie zemleć. Pojawił się głód Twardocha, jego mocnego, sugestywnego stylu pisania, w którym jest to, co na co dzień w życiu – energia, furia, niewiadoma, zło i dobro. Pod koniec sierpnia ustalamy szczegóły. Książka jest już gotowa, Szczepan porzuca życie eremity, jego głos ponownie zaczyna być słyszalny w mediach. To znak, że premiera blisko. Planujemy sesję zdjęciową. Wybór miejsca jest oczywisty: to musi być Warszawa. W stolicy mieszkają bohaterowie jego książek. Szczepan jest przede wszystkim „śląski”, ale poprzez „Morfinę” czy „Króla” stał się też bardzo warszawski. Zanim dojdzie do sesji zdjęciowej w warszawskim Śródmieściu, wiem już, że kolejna książka Twardocha będzie nosić tytuł „Królestwo” – i że pojawi się w księgarniach 31 października. Wiem też, o czym będzie. Szczepan Twardoch znowu to zrobił – napisał powieść, o której będzie głośno i która, zapewne, podzieli Polaków.

ESQ: Świętujemy stulecie niepodległości Polski, a tymczasem Szczepan Twardoch wydaje kolejną powieść o Polsce i Polakach. Przypadek?

Szczepan Twardoch: Że o Polsce i Polakach to raczej nie przypadek, ale rocznicowość mnie akurat wcale tutaj nie interesuje.

ESQ: Akcja „Królestwa”, najnowszej pana książki, która właśnie się ukazuje, dzieje się w Warszawie, podobnie jak „Król” oraz wcześniejsza „Morfina”. Polubił pan stolicę?

ST: Zawsze lubiłem Warszawę, choć nie jest to moje miasto.

ESQ: Co pan w niej lubi?

ST: Po pierwsze: to prawdziwe miasto, być może jedyne w Polsce. Po drugie – Warszawa jest otwarta. Tutaj nikt nie jest z Warszawy. Nigdy nie czułem się w tym mieście obco. W Krakowie czy Poznaniu nie byłoby z tym tak łatwo. Tam zostało nienadgryzione historią stare mieszczaństwo, a ja nie jestem fanem starego mieszczaństwa (śmiech). Warszawa podoba mi się też wizualnie, nienawidzę miast-muzeów, lubię miasta nowe, poturbowane historią. Z tego powodu nie przepadam na przykład za Pragą czeską, natomiast uwielbiam Berlin, moim zdaniem to najfajniejsze miasto na świecie. Gdybym miał zamieszkać gdziekolwiek poza Pilchowicami, to mieszkałbym w Berlinie właśnie. Znakomicie się tam czuję.

Łukasz Orbitowski: "Artysta musi być też biznesmenem" 


[…]

ESQ: Wróćmy do stulecia niepodległości. Warszawę pan polubił. Co z Polską?

ST: Mój stosunek do Polski jest złożony i skomplikowany. Uczestniczę w życiu polskiej wspólnoty. Mam polskie obywatelstwo, płacę tutaj podatki, żyję w tym świecie, ale to nie ja wpycham się polskości z butami, to polskość przyszła do mnie, do życia moich przodków, i powiedziała im: będziecie teraz Polakami. Mój ojciec był pierwszym z długiej linii Twardochów mieszkających w okolicy, w której dziś mieszkam, który urodził się jako obywatel polski. Gdyby polskość, jej obecność w moim życiu, nie była tak agresywna, hałaśliwa, szowinistyczna, pewnie miałbym do niej stosunek cieplejszy niż dziś, bo chociaż czuję się z polskością związany etnicznie, ale niewątpliwie jestem polskim pisarzem. Często używam tego porównania, pochlebiając sobie, ale trudno – jestem polskim pisarzem na takiej samej zasadzie jak Joseph Conrad jest pisarzem angielskim. Pisarz zawsze należy do języka, w którym pisze. W tym sensie jestem więc polskim pisarzem, nic tego nie zmieni. Nigdy w życiu nie będę pisał w innym języku. Są tacy, którzy potrafili to zrobić. Cioran, Singer. Kto jeszcze? Kundera. Aczkolwiek mam wrażenie, że jego powieści napisane po francusku są dużo słabsze od tych, które napisał po czesku. Doskonale rozumiem jednak, dlaczego Kundera chciał uciec z Czech i z języka czeskiego.

ESQ: Chciałby pan uciec z polskiego do jakiegoś innego języka?

ST: Polski jako język jest wspaniały. Ma rozwiniętą deklinację i fleksję i swobodną składnię, która daje niezwykle muzyczne możliwości podczas pisania. Tego nie ma na przykład w niemieckim. Oczywiście – dobry pisarz z każdego języka potrafi zrobić posłuszne mu narzędzie. Ale językiem polskim można wspaniale grać, bawiąc się szykiem zdania. To znakomite narzędzie. W porównaniu do angielskiego czy niemieckiego, polszczyzna jest też bogata w wulgaryzmy. To daje wielkie możliwości budowania emocji. Nie, nie chciałbym uciekać z tego języka.

ESQ: Pisze pan takie książki, które sam chciałby pan przeczytać?

ST: Tak. Ciągle wierzę też, że w literaturze najciekawsze jest to, gdy odbija się w niej życie, jego złożoność i chaotyczność.

ESQ: Powiedziałby pan te same słowa na temat literatury dwadzieścia lat temu?

ST: Nie, wtedy rozumiałem dużo mniej. Miałem dwadzieścia lat, nic nie wiedziałem o niczym. Natomiast wydawało mi się, że wiem wszystko o wszystkim, więc powiedziałbym pewnie coś głupiego.

ESQ: Czy to ważne, żeby wszystko rozumieć?

ST: Nie. Ważne natomiast, żeby wiedzieć, czego się nie wie. To ważne, bo jak komuś wydaje się, że wie wszystko o wszystkim, tak jak mi się wydawało, to błędnie rozpoznaje rzeczywistość, a to nigdy nie kończy się dobrze.

ESQ: Przecież może pan kreować rzeczywistość, nie oglądając się na to, co można, co wolno, co jest wykonalne.

ST: Nie tęsknię do takiej swobody. Nie tęsknię też do młodości, nie jestem jej admiratorem.

ESQ: W sobie czy w innych?

ST: Ani w sobie, ani w innych. Cenię dojrzałość.

ESQ: Zawsze był pan taki? Młody stary?

ST: Nie. Teraz nie jestem ani młody, ani stary. A gdy miałem dwadzieścia lat, byłem młody. Nie jestem tez admiratorem starości, po prostu nie lubię chłopięcości w mężczyznach.

ESQ: Nie służy im to.

ST: Tak mi się wydaje. W słowo „dojrzałość” w naturalny sposób wpisane jest coś dobrego. Dojrzałe znaczy – dobre. Potem to coś zepsuje się i zgnije. Ale to właśnie dojrzałość jest tym okresem, z którego należy się cieszyć. Młodość jest tylko wzrastaniem, dążeniem do czegoś. To nie młodość jest etapem, który chciałbym konserwować – tylko dojrzałość. Nie chce być stary, po prostu bardzo długo chciałbym być dorosły. Chętnie pozostanę dorosły do 80. roku życia, jeśli medycyna na to pozwoli, natomiast nie chciałbym być młody do pięćdziesiątki.

Rozmawiał Andrzej Chojnowski. Cały wywiad ukazał się w numerze 6/2018 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie