Skarb Forresta Fenna i nowa gorączka złota
Facebook/ Forrest Fenn's Treasure Hunt

Skarb Forresta Fenna i nowa gorączka złota

Ekscentryczny amerykański kolekcjoner i marszand ukrył w Górach Skalistych skrzynię wypełnioną złotem i klejnotami. Wskazówki pozwalające na jej znalezienie zaszyfrował w wierszu, a na poszukiwanie skarbu ruszyły tysiące poszukiwaczy. Efekt? Cztery ofiary śmiertelne, interwencja amerykańskich władz i pytania o to, czy skrzynia naprawdę istnieje.
23.05.2019

W marcu 1991 roku, tuż po powrocie z wojny w Zatoce Perskiej, Scott Conway zauważył u siebie pierwsze niepokojące objawy. Miał trudności z chodzeniem, nie radził sobie z prostymi ćwiczeniami fizycznymi. Do tego uskarżał się na ciągłe zmęczenie i biegunkę. Zdarzały się dni, gdy miał problemy z poruszaniem. Scott był wrakiem człowieka, choć miał ledwie dwadzieścia lat.

Proszę wstać! Historia początków Viagry

 

Lekarze nie wiedzieli, co mu dolega i nie potrafili znaleźć dla niego lekarstwa. Nie potrzebował jednak ich diagnozy – szybko domyślił się, co może być przyczyną kłopotów ze zdrowiem. 24. Dywizja Piechoty, w której służył Conway, strzegła wielkiego składu amunicji w południowym Iraku podczas pierwszej wojny w Zatoce. Czwartego marca 1991 roku Amerykanie wysadzili go w powietrze. Magazyny miały powierzchnię dwudziestu pięciu kilometrów kwadratowych, więc w niebo wzniósł się potężny słup dymu. Wśród substancji, które przedostały się do atmosfery, były gazy bojowe, zapewne sarin i cyklosarin (w 1996 roku potwierdził te przypuszczenia amerykański Departament Obrony). Znaczna liczba weteranów wojny w Zatoce Perskiej – Amerykanie, ale także Brytyjczycy, Kanadyjczycy czy Australijczycy – doświadczyli potem czegoś, co zostało określone jako „syndrom wojny w Zatoce”, w skrócie GWS (ang. Gulf War Syndrome). Wystawienie na działanie substancji atakujących układ nerwowy to prawdopodobna przyczyna tej choroby, chociaż równie dobrze zdrowiu żołnierzy mógł zaszkodzić kontakt z pestycydami czy dymem z płonących szybów naftowych.

Zemsta sadysty. Markiz de Sade, Aristophil i największa finansowa afera w historii Francji

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Forrest Fenn Treasure (@forrest.fenn)

Objawy GWS bywają różne, ale zazwyczaj są to: zmęczenie, kłopoty z pamięcią i bóle stawów. Conway uskarżał się na wszystkie. Po powrocie z wojny zaczął pracę jako robotnik, ale doprowadził się na skraj wyczerpania. W 2010 roku założył firmę budowlaną, ale stres tylko pogłębił objawy GWS. Na początku 2013 roku, podczas podróży na Karaiby z żoną, Traci, w ręce wpadł mu artykuł o Forreście Fennie, milionerze i handlarzu dziełami sztuki. Scott czytał jak zafascynowany, bo historia była niesamowita. Gdy Fenn dowiedział się od lekarzy, że ma nowotwór, postanowił zrobić coś całkowicie irracjonalnego: do skrzyni zapakował bryłki złota i kosztowności o łącznej wartości kilku milionów dolarów, a potem ukrył całość w Górach Skalistych, niedaleko miasta Santa Fe w Nowym Meksyku. Następnie opublikował wiersz, w którym, jak twierdzi, zawarł dziewięć wskazówek pozwalających na dotarcie do miejsca ukrycia kosztowności.

Conway był zafascynowany tematem, nie mógł przestać myśleć o skarbie ukrytym w górach, dlatego rozpoczął prywatne śledztwo. Ślęczał nad mapami, szukał miejsc, które pasowałyby do opisów zawartych w wierszu Fenna. Wersy były jednak wieloznaczne: „Zacznij od miejsca, gdzie zatrzymują się ciepłe wody i wybierz drogę w dół kanionu”. Ostatecznie Conway wybrał

kilka lokalizacji, które jego zdaniem mogły być miejscem ukrycia skarbu. Pozostawało jedynie zaplanować wyprawę do Nowego Meksyku. Do udziału w niej Scott zaprosił swojego syna, Stephena, wtedy dwudziestolatka i swojego brata, Harry’ego.

W lutym 2013 r. pokonali trasę z Pensylwanii na wchodzie USA do Santa Fe na południu. Poszukiwania zaczęli od jeziora Heron. Gdy dotarli na miejsce, Conway nie potrafił opanować ekscytacji. Okolice jeziora doskonale pasowały do wskazówek z wiersza. Conway powiedział wtedy synowi: „Jesteśmy na tropie”.

W pewnym momencie, idąc wzdłuż górskiego strumienia, dotarli do wielkiej skały otoczonej przez zarośla. Scott Conway rozejrzał się i wtedy to zobaczył. Wśród krzaków leżała kilkumetrowa kłoda skrzyżowana z drugą, częściowo zwęgloną. Ten znak nie mógł być przypadkowy. Przed nimi, na ziemi, leżał wielki krzyż ułożony z dwóch belek.

Kolekcjoner skarbów i bawolich czaszek 

W połowie XIX wieku, zanim w tej części Ameryki położono tory i pojawiła się kolej, ten, kto chciał coś kupić lub sprzedać na południowym zachodzie lub w Meksyku, musiał pokonać konno Szlak Santa Fe. Przed erą pociągów to była główna arteria komunikacyjna tej części kraju, łącząca Independence w stanie Missouri z Santa Fe w Nowym Meksyku. Szlak, o długości półtora tysiąca kilometrów, przebiegał przez pięć stanów. Nie był drogą dla mięczaków, biegł przez trudny teren, przez równiny, pustynie, a na podróżnych i ich dobytek często zasadzali się Indianie z plemienia Komanczów. Nie było jednak alternatywy. Jeśli ktoś zmierzał na południowy zachód, wybierał Szlak Santa Fe. W połowie XIX wieku tą trasą do Kalifornii zmierzali poszukiwacze złota.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Forrest Fenn Treasure (@forrest.fenn)

Dziś trasa Szlaku Santa Fe kończy się przed hotelem La Fonda Plaza w centrum Santa Fe, ale wcześniej przebiega przez ogród Forresta Fenna. To jeden z głównych powodów, dla których milioner w 1988 roku kupił tu działkę. Na podwórku, wśród drzew, stoi wojskowy wóz z końca XIX wieku. Ma przypominać o historii i o czasach, gdy do Santa Fe dotarła kolej, a Szlak Santa Fe popadł w zapomnienie. Ogród Fenna jest piękny. Rozciąga się z niego widok na okoliczne stoki w Górach Skalistych. Forrest woli jednak spędzać czas w swoim domu, wypełnionym szczelnie indiańskimi artefaktami z czasów, gdy pracował jako antykwariusz i archeolog--amator. Fenn ma w domu najróżniejsze przedmioty: indiańskie mokasyny dla kobiet, barwne pióropusze, lalki w maleńkich skórzanych sukienkach z frędzlami. Nad kominkiem wiszą z kolei rzędem bawole czaszki. Fenn zbiera też rzadkie wydania książek. W swojej kolekcji ma między innmi opatrzony komentarzami manuskrypt „Jankesa na dworze króla Artura” Marka Twaina, do którego przyjaciele Fenna często go porównują. „W moim domu znajdziesz wszystko” – przekonuje mnie. Siedzimy obok siebie na skrzypiącej skórzanej kanapie. Zapadliśmy się w nią tak głęboko, że moje stopy nie sięgają podłogi. Willy, pies Forresta, mieszaniec pudla, skubie rąbek mojej sukienki.

Skarb żyjącego 

Ludzie szukają skarbów niemal w całej Ameryce Północnej. Panuje przekonanie, że jeśli zadasz sobie trochę trudu, poświęcisz czas, podejmiesz wyzwanie i naprawdę się w to zaangażujesz – czeka cię nagroda w postaci odnalezionych kosztowności sprzed wieków. Mieszkańcy stanu Arizona opowiadają o legendarnej kopalni złota, która podobno ma skrywać wielkie bogactwa. Słynna jest też walizka z dwustoma tysiącami dolarów, ukryta rzekomo w 1934 roku w okolicy Little Bohemia Lodge w stanie Wisconsin przez Johna Dillingera, słynnego gangstera. Z kolei w Oak Island w kanadyjskiej Nowej Szkocji jest szyb pełen pieniędzy, który ma skrywać łupy XVII-wiecznych piratów czy klejnoty Marii Antoniny, żony francuskiego króla Ludwika XVI. Przypadek skrzyni Forresta Fenna to zupełnie inna historia. We współczesnym świecie nie sposób wskazać skarbu, który ukryłby ktoś żyjący – kogo w dodatku można poprosić o wskazówki mogące pomóc w dotarciu do celu. Co prawda Fenn nie zaprasza już do siebie poszukiwaczy, ze względów bezpieczeństwa, ale nadal cieszy się, że interesują się nim dziennikarze, pragnący dowiedzieć się, co opętało go w dniu, w którym, jak twierdzi, wywiózł w Góry Skaliste swój skarb. Forrest Fenn wielokrotnie był gwiazdą gazet lokalnych, zapraszano go też do telewizji NBC. Jak twierdzi, dziennie dostaje ponad sto maili z pytaniem o wskazówki pozwalające odnaleźć miejsce ukrycia skarbu. Niektórzy chwalą się, że są blisko rozwiązania zagadki, inni twierdzą wręcz, że znaleźli skarb. Fenn uważnie czyta każdą wiadomość. Jak dotąd, jedna osoba była blisko odnalezienia miejsca ukrycia skrzyni, ale ostatecznie jej nie znalazła. Skarb wciąż pozostaje gdzieś w górach.

Spotykamy się tuż przed 88. urodzinami Forresta Fenna. Jest schludnie ubrany i bardzo bystry. Co chwila rzuca jakąś błyskotliwą anegdotę. Chętnie opowiada też historie z dzieciństwa i szkoły średniej, przywołuje dawne czasy. Miło się tego słucha. „Kiedyś w pięciu siedzieliśmy na moście nad rzeką Leon w Teksasie. Chcieliśmy skoczyć do wody, ale jeden z chłopaków zaczął nas odwodzić od tego pomysłu, mówiąc, że jeśli trafimy pod wodą na pień lub kamień, połamiemy obie nogi. Posłuchałem go i nie skoczyłem, ale zaczęło mnie to męczyć. Tydzień później pojechałem tam moim Plymouthem. Była głęboka zima, jechałem sam. Panowały całkowite ciemności, nie widziałem wody w rzece, ale wiedziałem, że gdzieś tam musi być. Skoczyłem. W ubraniu, butach, ze wszystkim, co miałem przy sobie. Uderzyłem w taflę wody z hukiem, ale kiedy się wynurzyłem, poczułem, że jestem kimś innym”.

Cały tekst Morandy Collinge znajdziecie w numerze 2/2019 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie