Krzysztof Gonciarz: podróże oduczyły mnie narzekania
Fot: Łukasz Falkowski/ Studio MMP

Krzysztof Gonciarz: podróże oduczyły mnie narzekania

Jeśli go nie znasz, jest spora szansa, że ostatnią dekadę spędziłeś w odosobnieniu, w najciemniejszym kącie głębokiej jaskini. Bez Krzysztofa trudno wyobrazić sobie polski YouTube. Pojawił się w tym serwisie jako twórca, zanim stało się to modne.
01.07.2019

Zaczął od tematyki gier komputerowych, ale szybko stał się kimś więcej niż tylko kolejnym gamingowym nudziarzem – był błyskotliwym okularnikiem z internetu, który postanowił opowiadać ludziom o świecie w bardzo szczególny sposób. Jak można opisać Krzysztofa Gonciarza w 2019 roku? Słowo „influencer” zostało doszczętnie zepsute przez indywidua w rodzaju tej instagramowej śmieszki, która młotkiem odłupała nos zabytkowej rzeźbie w Warszawie, więc powiedzmy tak: Krzysztof jest obieżyświatem. Na co dzień mieszka w Tokio, ale przemierza świat z kamerą. Kręci filmy i opowiada historie. Jest sobą, trzydziestolatkiem, który ma coś do powiedzenia. Spotykam się z Gonciarzem w Warszawie, do której przyleciał z USA. Kilka dni później znalazł się w Czarnobylu, by nakręcić serię wideoreportaży o miejscu, w którym 33 lata temu rozegrała się jedna z największych katastrof w historii ludzkości. Gdy wchodzi do naszego studia fotograficznego, wydaje się nieco wycofany (ale to zapewne efekt jetlagu po locie z USA). Pozostaje jednak sobą – w ręku dzierży miniaturową kamerę jakiejś nieznanej mi azjatyckiej firmy, która rejestruje całe zdarzenie. Zaczynamy.

Pełną wersję wywiadu znajdziesz w najnowszym numerze naszego pisma. Sprawdź, z kim jeszcze porozmawialiśmy

ESQUIRE: Po tylu latach mieszkania w Japonii czujesz się tokijczykiem?

Krzysztof Gonciarz: Polska i Japonia, bardzo od siebie różne, jako kraje, mogą się dużo nauczyć od siebie. Gdy jestem w Japonii, denerwują mnie wady tego kraju i mam ochotę jechać do Polski. Z kolei tutaj chwilami tęsknię za Japonią. Jestem niestety typem narzekacza.

ESQ: Malkontenctwo – typowo polska przypadłość. Japończycy chyba nie narzekają tyle, co my.

KG: To prawda. Zamiast cieszyć się z rzeczy, które się nam udały, skupiamy się na tym, co nie wyszło.

ESQ: Podróże nie wyleczyły cię z narodowych przypadłości?

KG: Trochę oduczyłem się narzekania. Mieszkanie za granicą dało mi poczucie, że świat może wyglądać inaczej niż sobie wyobrażam. Wiele rzeczy uważamy za oczywiste, bo żyjemy w takiej, a nie innej kulturze. Gdy Polak trafia pierwszy raz do Japonii, uświadamia sobie na przykład, że kuchnia bez ziemniaków jest możliwa albo że temat religii nie musi wcale budzić emocji, bo w Japonii różne wyznania współżyją w zgodzie.

ESQ: W filmach zwracasz uwagę na różnice kulturowe, porównujesz lokalne zwyczaje z tymi w Polsce czy Japonii. Można gdzieś pojechać i wyłączyć to porównywanie, by kompletnie zanurzyć się w nowej przestrzeni?

KG: Gdy poleciałem na Grenlandię, miejsce okazało się tak inne od tych, które znałem, że trudno było mi porównać je z czymkolwiek. Kiedy jednak poruszasz się po obszarach mniej egzotycznych, naturalną reakcją jest porównywanie tego, co widzisz z tym, do czego jesteś przyzwyczajony. Ludzki mózg dąży do wyłapywania prawidłowości dookoła.

ESQ: To porównywanie może prowadzić w różnych kierunkach. Niektórzy widzą coś innego, nowego i chcą to poznać. Inni odrzucają odmienność z poczuciem wyższości lub lęku.

KG: Porównywanie nie musi być wartościujące. Niekoniecznie trzeba zastanawiać się, czy coś jest lepsze, czy gorsze. Do tego negatywne sądy trzeba wydawać o wiele bardziej ostrożnie niż pozytywne. Często jest tak, że coś nie podoba ci się, bo tego nie rozumiesz i nie masz odpowiedniego przygotowania, by docenić to, co widzisz. Na swoim głównym kanale youtube’owym unikam negatywnego przekazu. Na więcej pozwalam sobie na kanale komediowym „Zapytaj Beczkę”. To bardzo lewacka komedia, jak na polskie standardy.

ESQ: Przyciąga hejterów?

KG: Widzowie pozwalają mi na dużo, mam swego rodzaju przyzwolenie na to, by mówić mocne żarty, na podobnej zasadzie, jak dzieje się to w „South Park”. Gdy tam jadą po bandzie, ludzie mówią: „To South Park, wiadomo”. Mam czasem wrażenie, że cokolwiek bym powiedział w ramach „Zapytaj Beczkę”, nie wywoła to wielkich kontrowersji.

ESQ: Twoje podróże i filmy, które powstają, to nie zwykła turystyka, starasz się pokazać tkankę miejsc, które odwiedzasz. Ile trwa aklimatyzacja w nowym kraju?

KG: Jeśli mam taką możliwość, staram się być przynajmniej miesiąc. Trzeba dojść do momentu, kiedy zaczynasz się nudzić. Po emocjach poznawania nowego miejsca przychodzi zwykły dzień – bardzo to lubię. Ta zwyczajność interesuje mnie najbardziej. Od wizyty w słynnej świątyni wolę smaczną kawę w miejscu, na które trafiłem przypadkiem. Chcę wiedzieć, jak wygląda codzienne życie mieszkańców i co z niego można przenieść do innych części świata. W Japonii na przykład jest świetny wynalazek – plastikowe stołeczki pod prysznicem.

ESQ: Zwykle stosuje się je, gdy ktoś ma kłopoty ze zdrowiem.

KG: W Japonii takie stołeczki są w każdym domu. Mnie też na początku kojarzyły się ze szpitalami, ale, jak się okazuje, wcale nie musi tak być.

ESQ: Gdy już osiądziesz na dłużej w danym miejscu, stereotypy z nim związane się rozwiewają?

KG: To dość zabawne, bo gdy myślę o Japonii przez pryzmat stereotypów, to po pięciu latach mieszkania tam czasem wydaje mi się, że te stereotypy to nieprawda, a kiedy indziej mam wrażenie, że wszystkie się sprawdzają. Lepiej byłoby mówić „stereotypy o Japonii to bzdura”, ale czasami niektórzy Japończycy zachowują się tak stereotypowo, że aż mnie to smuci.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Krzysztof Gonciarz (@kgonciarz)

ESQ: Na przykład?

KG: Japońscy faceci, którzy starają się zainteresować sobą dziewczynę z Europy, zachowują się niekiedy bardzo infantylnie, niczym gimnazjaliści. Wszystkie moje znajome, które mieszkają lub pomieszkiwały w tym kraju, mają właśnie takie doświadczenia z Japończykami. Stereotyp nie oznacza oczywiście, że wszyscy są tacy, ale że istnieje pewien popularny wzorzec zachowań. Pod tym względem stereotyp nie musi być szkodliwy. To dzieje się dopiero, gdy ktoś uważa, że dotyczy on wszystkich.

ESQ: Jest miejsce, którego nie chciałbyś odwiedzić?

KG: Zwykle mówię, że Korea Północna. Nie chcę wikłać się w kontrowersje związane z taką wyprawą. Niektórzy uważają, że wyjazd do Korei to wspieranie reżimu, inni – że powinno się humanizować ten kraj, bo żyją tam ludzie tacy jak my, których trzeba poznać, bo przecież system kiedyś runie.

ESQ: Gdzie bardzo chciałbyś się znaleźć, ale jeszcze tam nie dotarłeś?

KG: Nie byłem w bardzo wielu miejscach. Gdy widzę na Instagramie fajne widoczki, zapisuję sobie te zdjęcia w nadziei, że kiedyś zobaczę je na żywo. Niebawem chciałbym wreszcie odwiedzić RPA. Pociąga mnie głównie tamtejsza przyroda, co jest sporą odmianą, bo do tej pory głównie wybierałem duże miasta. Im większa metropolia, tym lepiej się w niej czułem. Dlatego wybrałem Tokio, to oko cyklonu, ogromna metropolia, tyle że nie ma tam chaosu, wszystko jest dobrze zorganizowane.

Rozmawiał Karol Owczarek. Cały tekst znajdziesz w najnowszym numerze „Esquire’a” 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie