Czy social media cię wykańczają?
istock

Czy social media cię wykańczają?

Może to pora, żeby na jakiś czas przestać odwiedzać Facebooka oraz Twittera.
06.08.2018

Szalałem w serwisie Myspace. Wrzucałem rozpikselowane zdjęcia na Flickra, udostępniałem moje CV na LinkedInie i dołączyłem do Facebooka, kiedy mogli to zrobić jedynie studenci. Miałem bloga oraz konto na Tumblerze. Raz dodałem nawet opinię o moim dentyście w serwisie Yelp. Założyłem konto na Twitterze w 2007 roku, cztery lata wcześniej niż termin „tweet” trafił do słownika Merriam-Webster.
Czytaj też: Facebook zabije nas wszystkich 

Na początku, kiedy zostałem zwolennikiem mediów społecznościowych, miałem przeczucie, że te cyfrowe platformy zmienią świat na lepsze – „zbliżą do siebie ludzi z całego świata”, jak zapowiadało hasło Facebooka. Social media pozwalały łatwo udostępniać informacje, odegrały tez ogromną (pozytywną, dodajmy) role w trakcie Arabskiej Wiosny w 2010 roku, pomogły także Barackowi Obamie wygrać wybory prezydenckie w 2008 roku.

Walka z przymusem 

Sytuacja zmieniła się, kiedy media społecznościowe stały się nałogiem milionów użytkowników na całym świecie. Ich bezustannie rozbrzmiewające powiadomieniami urządzenia były niczym narkotyk – ludzie pragnęli wiedzieć więcej i więcej o coraz mniej istotnych rzeczach i wydarzeniach. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, ze czas upływa mi na gapieniu się w ekran, przeskakiwaniu miedzy Facebookiem a Twitterem, sprawdzaniu statusów, klikaniu w linki i przeglądaniu niekończącego się strumienia wiadomości, zdjęć i filmów. To, co kiedyś przynosiło radość, stało się przekleństwem.

Zacząłem odczuwać wewnętrzny przymus bezustannego przebywania w świecie mediów społecznościowych – i właśnie tego chcą ich twórcy. Wielu byłych pracowników firm takich jak Facebook czy Google przyznaje otwarcie, że social media zaprojektowane są tak, by „przejąć kontrolę” nad naszymi umysłami. Firmy celowo wykorzystują ludzkie słabości, przyciągając nas za pomocą lajków i ikonek z serduszkami, wabiąc powiadomieniami. Pragną, żebyśmy spędzali na ich platformach jak najwięcej czasu. A my chętnie na to przystajemy.

Z mediami społecznościowymi do łóżka 

Badania przeprowadzone w USA przez Bank of America dowodzą, ze siedemdziesiąt jeden procent dorosłych zasypia z telefonem obok łóżka. Z kolei według firmy Verto Analytics, nastolatki przeciętnie sprawdzają telefon dziewięćdziesiąt pięć razy dziennie i gapią się w niego łącznie przez dziewięć godzin dziennie! (Tyle wystarcza, żeby obejrzeć ostatnie dwa sezony serialu „Black Mirror” na Netfliksie). Z badań firmy Nielsen wynika, ze Amerykanie między 35. a 49. rokiem życia spędzają w mediach społecznościowych prawie siedem godzin tygodniowo. Dopóki nie przerwiemy tego szaleństwa i nie przypomnimy sobie, ze twórcze momenty zdarzają sie nam tylko wtedy, gdy mamy chwile na to, by pomysleć – jesteśmy zgubieni.

Sean Parker, były prezes Facebooka, zagrany przez Justina Timberlake’a w filmie „Social Network”, przyznaje dzisiaj, ze nie wiadomo, w jaki sposób korzystanie z mediów społecznościowych wpłynie na mózgi dzisiejszych nastolatków. Parker chętnie określa siebie mianem przeciwnika social mediów, ale z drugiej strony majątek, który zgromadził (dwa i pół miliarda dolarów), wziął sie właśnie stąd, ze on i jego kumple kilka lat temu w ogóle nie zastanawiali sie, jak nowa technologia komunikowania wpłynie na umysły użytkowników.

Na zmonopolizowaniu naszej uwagi zarobili gigantyczne pieniądze. Facebook, warta 500 miliardów dolarów firma, przyznaje dzisiaj, ze umieściła w serwisie dziesiątki tysięcy reklam politycznych finansowanych z Rosji i adresowanych do amerykańskich wyborców Trumpa. Nie tylko więc Facebook rozpowszechniał „fake newsy”, ale jeszcze wziął za to pieniądze.

FOMO to mit? 

W zeszłym roku skasowałem konta w mediach społecznościowych, bo chciałem zyskać więcej czasu i ponownie móc koncentrować się na tym, co ważne. Nie chodziło tylko o poprawę jakości mojego życia. Chciałem tez pokazać środkowy palec każdej firmie, która wykorzystuje swoich użytkowników dla zysku. Choć przestałem funkcjonować w mediach społecznościowych, nie wypadłem z obiegu. Prenumeruje dzienniki, słucham podcastów, czytam miesięczniki.

Korzystam z kilku e-mailowych newsletterów rozsyłanych przez różne magazyny. I wiesz co? Wcale nie jestem gorzej poinformowany, niż gdy czas spędzałem na Facebooku i Twitterze. Po prostu nie odświeżam mechanicznie najnowszych informacji ani nie czekam, aż ktoś ze znajomych pokaże mi cos fajnego. Pozwalam, żeby to przychodziło do mnie pocztą, tradycyjną albo elektroniczną – i sam decyduje, kiedy chcę to otworzyć.

Tekst: Steve Leckart. Artykuł ukazał się w numerze 03/2018 

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo