To co wiem: Wojciech Pszoniak
Fot: AKPA

To co wiem: Wojciech Pszoniak

"Nie gram ról, ja zajmuję się sztuką aktorską. Wyrażam to, co uważam za istotne. Dlatego nie biorę udziału w nieważnych rzeczach."
07.09.2018

> Mam zdolność przystosowania się. Człowiekowi często się wydaje, że bez czegoś nie może żyć, ale potem okazuje się, że daje radę. Generalnie, mamy niesamowitą siłę przystosowania się.

> Czarna dziura to prawdziwa rozpacz.

> Nie histeria. Po prostu dno. Przeżyłem to. Miałem 13 lat. Umarł mi ojciec, nie przyjęli mnie do liceum. Położyłem się na torach. Pociąg przejechał koło mnie. Kiedy mi się nie udało samobójstwo, uznałem, że mam żyć. I żyję pełnią życia. Z zapałem.

> Jeżeli jestem niezłym aktorem to dlatego, że prawie wszystko we mnie jest nastawione na drugiego człowieka. Muszę rozumieć, czytać inność. Drugi człowiek jest ważniejszy ode mnie.

> Aktorstwo to dla mnie nie jest zawód. Nie jestem aktorem zawodowym, nie reklamuję Pendolino ani środków na wątrobę. Nie jestem aktorem od czwartej do piątej lub od szóstej do ósmej. Jean Luc Godard powiedział, że nie robi filmów, tylko robi kino. Podobnie ja – nie gram ról, ja zajmuję się sztuką aktorską. Wyrażam to, co uważam za istotne. Dlatego nie biorę udziału w nieważnych rzeczach.
Zajrzyj też do innych naszych rozmów z cyklu "To co wiem" 
> Jestem poważny. Po prostu poważnie traktuję siebie i innych.

> Uwielbiam malarstwo Rothki. Znam jego obrazy, szczególnie ostatni okres. Rothko nie opowiada o rzeczywistości. On ją tworzy. Są malarze, którzy bardzo dobrze malują, ale tam nic nie ma. Dobry aktor także wie, że między tworzeniem a odtwarzaniem jest wielka różnica.

> Czy kłamię? Twórca nie kłamie. U wielkich artystów, malarzy, kompozytorów nie ma kłamstwa. Tam jest dotykanie prawdziwego świata.

> Diabeł to ja. Demoniczność jest we mnie. Wszystko jest we mnie. Musi być. Trzyma się takiego diabła na twardym dysku, gdzieś tam głęboko schowanego. Każdy ma taką szufladę, której woli nie otwierać.

> Po ojcu odziedziczyłem smutek. On zostawił swoje ukochane miasto Lwów i umarł z tęsknoty. Mój ojciec był niezwykle uczciwym człowiekiem. Po nim mam to, że staram się być przyzwoity.

> Mama to moja nauczycielka aktorstwa. Dzięki niej od piątego roku życia zacząłem studiować aktorstwo. Bo to przed nią musiałem odgrywać ciężko chorego, gdy nie chciałem iść do szkoły. Matka była reżyserem mojego życia.

>Po wojnie mama starała się zachować ciągłość. Lubiła pewne wyrafinowane potrawy. U nas gęsi karmiło się w piwnicy na tak zwane wątróbki strassburskie, po francusku foie gras.

> Wszyscy ludzie są smutni. Najwięksi komicy są najsmutniejszymi ludźmi świata. Mój idol, wzór absolutnie wszystkiego – Charlie Chaplin – jest niezwykle smutny. Buster Keaton też.

> Czasami dziwię się, kiedy siedząc w garderobie z młodymi ludźmi, którzy mają po 20 lat, odnoszę wrażenie, że ja mam 25, a oni 80. I nie wiem, dlaczego czuję tę kolosalną różnicę.

> Niespełnione marzenie… Chciałem się wspinać w Alpach, w Himalajach. Może potrzebuję przeżyć ekstremalnych? Takich wprost. Bez pośredników. Aktorstwo jest sztuką bez pośredników. Nie ma pędzla, nie ma nut, jest relacja człowiek – człowiek. W tym sensie jest to także sport ekstremalny.

> Często chodzę pod prąd. Nie boję się. Nikogo i nigdzie. Może dlatego nie jestem uważany za gładkiego, łagodnego, miłego.

> Paryż jest dla mnie kontynuacją Lwowa. Dzięki Paryżowi czuję ciągłość. Cieszę się, że mogłem znaleźć swoje miejsce na świecie. Śląsk, który kocham, gdzie się wychowywałem i rozwijałem, to była moja rodzina zastępcza. W Paryżu poczułem, jakbym wrócił do domu. To miasto, w którym od czasów Prousta prawie nic się nie zmieniło i można to poczuć. Idąc ulicą, wiem, że przechodził tędy Proust albo że Robespierre siedział w kawiarni obok. Mieszkam tam, gdzie Molière i Fontaine jadali, i czuję, że to moja „rodzina z wyboru”, jak mawiał Goethe. Ta ciągłość daje mi spokój. Tego brakuje nam, Polakom.

> Zrobiłem kiedyś w Paryżu wyrafinowaną potrawę z jąder baranich, która po francusku nazywa się białą nerką. Była tam Krystyna Janda, która gdy się dowiedziała, co zjadła, zrobiła się cała zielona.

> Moje dziwactwo to porządek. Jeśli obraz jest krzywo powieszony, poprawiam go. Źle znoszę ludzi, którzy mają coś krzywo założone albo źle dobrane kolory. (śmiech)

> Moje małe namiętności to dobre wina.

> Już dawno nie strzygę psów. A w młodości w ten sposób zdarzało mi się zarabiać pieniądze.

> Ciało to naczynie, w którym są różne piękne i brzydkie rzeczy. Ciało to dowód na istnienie Pana Boga.

> Najważniejsza życiowa lekcja to życie.  

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie