To co wiem: Irvine Welsh
Fot: Starstock

To co wiem: Irvine Welsh

Szkocki pisarz, autor „Trainspotting”, opowiada Benowi Mitchellowi m.in. o doświadczeniach z marihuaną, ulubionym niedoskonałym albumie i talencie do odbijania się od dna.
11.10.2018

Nie ufam ludziom, którzy twierdzą, że mają jakąś wspaniałą, uniwersalną dewizę życiową, która zawsze im się sprawdza. Uważam, że najzwyczajniej wymyślają takie brednie, bo to dobrze brzmi. Ja nie kieruję się żadną filozofią. Przez życie trzeba się przebijać wszelkimi sposobami, jakie akurat mamy pod ręką.

Nie jestem w stanie myśleć na dwa tygodnie naprzód, nie umiem też patrzeć za siebie i rozpamiętywać przeszłości. A znam ludzi, którzy potrafią mi przypomnieć, że kiedyś tam, w 1978 roku, wyszliśmy gdzieś razem i jeszcze pamiętają, jaki wtedy miałem sweter. Nie pojmuję, jak można mieć taki umysł.

Przestałem chodzić do fryzjera, kiedy jeszcze miałem włosy na głowie. Od kiedy poleciały mi zakola, sam golę się na zapałkę. Dzięki temu wyłysiałem bezboleśnie.

Moja żona nie znosi przemocy w filmach. Ja myślę: „przecież to tylko aktorzy” i jakoś nie mam złudzenia, że to jest naprawdę. Odwrotnie z filmami o miłości. Żona szydzi, a ja się mocno angażuję i wzruszam do łez – „oni się tak kochają, a cały świat jest przeciw nim!”.

Czytaj też: Ewan McGregor, król Szkocji 

Znać samego siebie 

Nigdy się nie wkręciłem w marihuanę. Miałem po niej tylko uczucie zmęczenia.

W każdą podróż zabieram ze sobą skakankę i skaczę w wolnych chwilach. Wykorzystuję każdą okazję do ćwiczeń, nawet jeśli to mają być pompki w hotelowym pokoju. Mam dużo fizycznej energii, a jeśli jej nie wyładuję, nie potrafię jej inaczej spożytkować.

Mam doskonały gust do ubrań. Absolutnie nie do pobicia. Mam masę fajnych ciuchów, chociaż zawsze łażę w tym samym. Kupuję sobie ubrania za bardzo młodzieżowe jak na mój wiek. Myślę: „to by świetnie wyglądało na młodszym facecie”. Nie chcę kupować ubrań odpowiednich do mojego wieku, nie podobają mi się. To jedno z moich postanowień – będę się lepiej ubierał.

Wielu ludziom chodzi po głowie pomysł napisania książki. Plotą o tym, siedząc na stołkach barowych. A spróbowaliby tak siedzieć sami w gabinecie całymi dniami, miesiącami, latami… Nie każdy się do tego nadaje. Trzeba znać siebie samego.

Nie mylcie pisania o tym, co wiecie, z pisaniem o sobie.

Zawsze byłem zapalonym fanem tenisa. Urywałem się ze szkoły, żeby oglądać Wimbledon. Moim ulubionym zawodnikiem był Roscoe Tanner. Sam nigdy dobrze w tenisa nie grałem, jestem beznadziejny, jeśli chodzi o jakikolwiek sport.

Doskonała płyta musi być niedoskonała. Uwielbiam „Diamond Dogs” Davida Bowiego. To album z okresu przejściowego. Bowie bada siłę i zakres swojego głosu. Naprawdę daje czadu.

Najlepiej mi się tańczy, gdy wezmę pigułę i dam się ponieść. Jestem już na to trochę za stary. Całonocne imprezki są już nie dla mnie.

„Trainspotting” zaistniał w kulturze tak dawno, że należy już do świata. Zyskał ogromny rozgłos i miano książki kultowej w tylu krajach. Miałem szczęście, że coś takiego udało mi się z moją pierwszą powieścią, bo każdy przecież chciałby mieć taką książkę w dorobku.

Za każdym razem, gdy próbowałem coś zrobić za pieniądze – mówię o wszystkim w życiu – nigdy się jakoś nie sprawdzało. Nigdy się przy tym dobrze nie bawiłem i nie zarabiałem tyle, ile chciałem.

Mam dom w Miami, ale przez większość czasu mieszkam w Chicago. W Chicago świetne jest to, że sukces nie robi na ludziach wielkiego wrażenia. Jak chcesz, żeby ludzie włazili ci w dupę, przenieś się do Nowego Jorku albo LA.

Zrobiłem się strasznie rozpieszczonym draniem. Marudzę na Twitterze, nawet gdy samolot się spóźnia i muszę czekać.

Kiedy jesteś młody, rządzą tobą hormony. Nie zawsze widzisz złożoną ludzką istotę, tylko kogoś, kogo chcesz bzyknąć. A kiedy wreszcie masz to za sobą i zaczynasz wchodzić w głębsze relacje, rozumiesz, że druga osoba przechodzi przez takie same problemy jak ty i nie ma potrzeby być takim powierzchownym chujem.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Raymond Johnston (@raymondjohnston5947)

I takie tam 

Moim hobby jest praca. To najlepsza rzecz na świecie.

Jakoś nigdy nie chciałem mieć dzieci i unikałem tego. Mam masę kumpli, którzy są stworzeni na ojców. Mam też wielu przyjaciół, którzy nigdy nie powinni nimi zostać. Sądzę, że mężczyźni po prostu czasami godzą się na to, czego chce kobieta.

Mam zdolność szybkiego odbijania się od dna. Najwyżej raz czy dwa razy w roku mam taki dzień, kiedy mój biorytm gwałtownie spada. Wtedy siedzę w domu i oglądam filmy, ale na ogół jestem radosny i optymistyczny.

Mój ojciec przez jakiś czas pracował w porcie, potem przeszedł gruźlicę i zaczął sprzedawać dywany. Miałem dwadzieścia parę lat, kiedy go straciłem.

Jeśli ludzie chcą wierzyć w Boga, to niech sobie wierzą. Jeśli nie wierzą, to też dajmy im żyć. Jestem przekonany, że ludzie mają w sobie dobro i wewnętrzne zasady moralne, i myślę, że powinniśmy dążyć do tego, żeby na świecie było jak najmniej sporów, kłopotów i cierpień, które wydobywają z nas wszystko, co najgorsze.

Nie jest dobrze, kiedy wszystko idzie po twojej myśli, bo zaczynasz wtedy robić tragedię z trywialnych problemów. Myślisz, że cały świat powinien być urządzony pod ciebie i twoje potrzeby.

Staram się traktować ludzi tak, jak sam chciałbym być traktowany, i takie tam. Nie zawsze mi się udaje, ale dążę do tego.

Kiedyś mówiło się o kredycie. W dzisiejszych czasach nazywamy rzecz po imieniu – po prostu długiem.


Tekst Bena Mitchella ukazał się w numerze 3/2017 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie