Dyskretny luksus. Co warto zobaczyć w Sztokholmie?
Zdjęcia: iStock

Dyskretny luksus. Co warto zobaczyć w Sztokholmie?

Raj na ziemi? Jeśli pogodzić się z niskimi temperaturami, to z całą pewnością stolica Szwecji łączy zalety wielkiej metropolii i sielskiego uzdrowiska. Wad nie stwierdzono.
29.10.2018

Cisza. To pierwsze wrażenie, kiedy tylko dotrze się do centrum Sztokholmu. Jest tak, jakby ktoś wyłączył dźwięk, co w przypadku metropolii niewiele mniejszej od Warszawy zakrawa na surrealizm.

Ale to przyjemne uczucie. Stolica Szwecji ze swoim drastycznie zredukowanym ruchem ulicznym i taktownie nierozwydrzonymi mieszkańcami mogłaby postarać się o opatentowanie hashtagu #chill. Dlatego jest idealnym wyborem dla wszystkich tęskniących do świętego spokoju.

Miasto milionerów. Co warto zobaczyć w Oslo? 

Widowiskowo położone na kilkunastu wyspach między jeziorem Melar a Bałtykiem miasto, mimo sporych odległości, jest wprost stworzone do pieszych wędrówek względnie – jeśli pozwoli na to łagodna zima – przejażdżek rowerem. A zacumowane statki – od spektakularnych okrętów po jachty – z tłem dokumentującym osiem wieków historii architektury, tylko potęgują idylliczny charakter tego miejsca.

ABBA, okręty wojenne i alkohol 

Jednak bez obaw, Sztokholm to nie sanatorium. Zwiedzanie możesz zacząć od ratusza. Zbudowany w stylu narodowego romantyzmu (odpowiedź Szwecji na art déco), z widoczną z daleka wieżycą zwieńczoną trzema złotymi koronami, co roku gości bankiet noblowski. Jego fantastyczny dziedziniec z wyjściem na nabrzeże z imponującą – jak wszędzie tutaj – panoramą są atrakcjami samymi w sobie.

Muzea? Dla każdego coś miłego. Na przykład Vasa Museum z jedynym w Europie wiernie zachowanym, misternie zdobionym drewnianym okrętem wojennym z 1628 roku. Szykowano go na wojnę z Polską (przy latrynach umieszczono rzeźby przedstawiające polskich szlachciców), jednak zatonął podczas wyjścia na Bałtyk. Ponad trzysta lat przeleżał na jego dnie; podniesiono go w 1961 roku. Kolejne pół wieku trwała renowacja. Dziś jest hitem muzealnym całej Skandynawii.

Całkowicie odmiennym, choć równie popularnym muzeum jest Fotografiska. Retrospektywy mają tu zarówno najwięksi, m.in. Annie Leibovitz i David LaChapelle, jak i młodzi obiecujący. W 2018 roku warto zobaczyć m.in. „Silent Night” Asy Sjöström z niezwykłymi zdjęciami opustoszałej Mołdawii i „Inside Out” z „rentgenowskimi” fotografiami Nicka Veaseya.

Opublikowany przez Fotografiska Stockholm Poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Sztokholm specjalizuje się w niekonwencjonalnych muzeach. W ABBA Museum zobaczysz dosłownie wszystko, co wiąże się z tą supergrupą (od kostiumów po helikopter z okładki krążka „Arrival”) i wystąpisz z nią na koncercie (wirtualnie, z awatarami artystów), a przy odrobinie szczęścia, jeśli tylko odbierzesz muzealny telefon, porozmawiasz z nimi (już prawdziwymi) osobiście. Tylko ta czwórka zna tajny numer do „swojego” muzeum.

W Spirit Museum & The Absolut Art Collection zgłębisz relacje między sztuką i alkoholem (tak, mają tam też bar). W sztokholmskim metrze, uchodzącym za najdłuższą galerię świata, na 110 kilometrach tuneli zobaczysz prace 150 artystów, w tym Karla-Olova Björka i jego krwiste niebo, stanowiące sklepienie stacji Solna.

Syndrom sztokholmski 

To właśnie metrem najszybciej dojedziesz tam, dokąd chcesz, np. do Södermalm, dzielnicy uważanej za hipsterską, pełną ciekawych, alternatywnych knajp. Polecam też współczesne śródmieście z domami towarowymi, np. Nordiska Kompaniet (słynny NK) i powściągliwą modernistyczną architekturą, która wszechobecnemu w Sztokholmie luksusowi nadaje pozory skromności. Jeśli bardziej interesuje cię luksus – kieruj się na ulicę Birger Jarlsgatan z butikami Prady czy Chanel. Jeżeli skromność – spędź czas na deptaku Drottninggatan z niezliczoną liczbą H&M-ów. Na jego końcu wypij kufelek w klimatycznym pubie Pickwick.

W którym hotelu się zatrzymać? Grand Hotel Stockholm, Diplomat i Radisson Blue mają pięć gwiazdek i najlepszy widok z okien. Nobis dorównuje im w obu kategoriach, ale wygrywa historią. To tu w 1973 roku, kiedy w budynku mieścił się oddział Banku Kredytowego, napastnicy przez kilka dni przetrzymywali zakładników, którzy przywiązali się do nich i po szturmie policji wzięli oprawców w obronę. Tak narodził się syndrom sztokholmski. Dziś jednak, jeśli mowa o przywiązaniu, to raczej do urody i atmosfery tego miasta.

Tekst Michała Zaczyńskiego ukazał się w numerze 1/2018 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie