Miss foto. Co warto zobaczyć w Lizbonie?
Fot: iStock

Miss foto. Co warto zobaczyć w Lizbonie?

To miasto wyprzedziło swoją epokę. Choć w większości zbudowane w XVIII i XIX wieku, wygląda tak, jakby zaprojektowano je specjalnie pod Instagram.
14.05.2019

Fotogeniczne jest tu wszystko, od kaskadowo położonych na siedmiu wzgórzach okazałych kościołów, pałaców czy zamków, przez ich niezwykle nasyconą, spotęgowaną przez słońce kolorystykę i widok na Tag, po małe skwery z fontannami i kawiarniami, zamknięte kamieniczkami wyłożonymi barwnymi kafelkami, niepokojone jedynie przez przejeżdżające z piskiem stare, drewniane tramwaje.

Czytaj też: Między Bogiem a Pradą. Co warto zobaczyć w Sankt Moritz? 

Dla wielu pobyt w Lizbonie nie będzie udany, jeśli jednym z nich się nie przejedzie. To w końcu symbol miasta. Jednak wbrew pozorom nie jest to łatwe. Małe wagoniki są wiecznie zatłoczone i motorniczy często po prostu nie wpuszczają pasażerów na żadnym ze śródmiejskich przystanków. Żeby do któregoś z tramwajów – najlepiej linii nr 28 dosłownie przeciskającej się przez najstarszą część miasta, Alfamę – wejść, trzeba ustawić się w kolejce na pętli. Mimo wszystko sens w tym średni, bo jedyne, co podczas takiej podroży widać, to las rąk współpasażerów, uparcie filmujących całą trasę.

Dlatego lepiej zwiedzać Lizbonę na piechotę. Zwłaszcza że miasto jest przyjazne pieszym: kompaktowe i wygodne, nie licząc, oczywiście, stromych wzniesień, choć wybawieniem są wtedy uliczne windy – funikulary, kolejna atrakcja obfotografowywana do upadłego.

Alfama to w zasadzie jedyna część miasta, która przetrwała apokaliptyczne trzęsienie ziemi i tsunami w 1755 roku, odczuwalne nawet w Finlandii. To dość biedna dzielnica zbudowana jeszcze przez Arabów przed XII wiekiem, z typowym mauretańskim labiryntem wąskich uliczek. Dziś przyciąga autentyczną atmosferą. Alfama nie padła ofiarą własnego sukcesu i nie poddała się wulgarnej komercjalizacji. Owszem, jest tu gdzie zjeść i miło przy kieliszku lokalnej wiśniówki posłuchać fado (uwaga, zwykle koncerty zaczynają się o godzinie 19, zatem o późnej kolacji przy dźwiękach gitary i tęsknych zawodzeń lepiej zapomnieć), nadal jednak można godzinami włóczyć się w spokoju po setkach jej zaułków, zaglądając przez otwarte okna ludziom w talerz i nie natrafić na głośne hostele, kluby czy sklepy z pamiątkarskim badziewiem. A o północy cała Alfama śpi.

Życie imprezowe tętni na wzgórzu po drugiej stronie śródmieścia, w Bairro Alto. Aby się tam dostać, trzeba minąć położone w dole ścisłe centrum, wyznaczone przez dwa wielkie place – PraCa do Comercio, reprezentacyjny, nad samą rzeką oraz Rossio, wyłożony mozaiką we wzór morskich fal. Setki knajp na szachownicy kilkunastu ulic w Bairro Alto, z ich klientami tworzącymi każdej nocy tłum, przez który trudno się przedrzeć, to niekoniecznie propozycja dla każdego. Ale jeśli w co trzeciej z tych knajp do rana można posłuchać na żywo bossa novy czy samby, sprawa robi się ciekawsza. Za dnia Bairro Alto to obowiązkowe miejsce dla fanów mody (także tej najdroższej, by wspomnieć o butiku Hermesa), albumów książkowych (znakomicie zaopatrzona, najstarsza na świecie działająca księgarnia Bertrand) i muzycznych (w tym w galerii Ze dos Bois). Warto też wpaść do słynnej, ponadstuletniej Cafe A Brasileira. Przesiadywał w niej Fernando Pessoa, ekscentryk i ukochany poeta Portugalczyków, uwieczniony na pomniku przed wejściem. W Brasileirze zamawiał absynt albo bicę, czyli espresso. Warto spróbować i tego, i tego. Kawa jest tu bowiem smaczna, w przeciwieństwie do większości kawiarni w Lizbonie, gdzie – mimo ogromnej popularności tego napoju – zazwyczaj bywa ona po prostu okropna. Ale tę jedyną wadę można Lizbonie wybaczyć.

Tekst Michała Zaczyńskiego ukazał się w numerze 6/2018

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie