To co wiem: Pedro Almodovar
Fot: Starstock

To co wiem: Pedro Almodovar

Słynnego hiszpańskiego reżysera wysłuchał Paul Wilson.
25.01.2019

Żeby zrozumieć kobiety, wystarczy poświęcić im uwagę. Tylko tyle. William Burroughs powiedział, że kobiety to osobny gatunek, ale to nieprawda.

Najbardziej wpłynęło na mnie przysłuchiwanie się matce i jej koleżankom. Plotkowały o ludziach z okolicy. A to jakaś dziewczyna zaszła w ciążę, a to ktoś powiesił się na strychu. Wszystko to w obecności chłopca, który kiedyś będzie pisał scenariusze i kręcił filmy. Dla mnie było to odkrycie życia, ale i zaczątek fikcji. Te opowieści były jak historie z horroru. Wszystkie silne kobiety, o których napisałem, wywodzą się właśnie z tego doświadczenia.

Czytaj też: Penelope Cruz, królowa Hiszpanii 

Wśród Hiszpanów panuje głębokie poczucie winy. Jesteśmy krajem katolickim, może nie oficjalnie, ale wszyscy otrzymujemy katolicką edukację i mamy poczucie winy. To nie jest kwestia religii per se, choć może tak się wydawać, jest to o wiele bardziej skomplikowane. Ale na tym ponurym poczuciu winy zyskują moje postaci.

Kiedyś powiedziałbym wszystko. Teraz bardziej się kontroluję.

W 1971 r. przez cztery miesiące mieszkałem w Londynie. Było wspaniale. Zaszła we mnie istotna zmiana. Byłem hipisem, a zacząłem interesować się kulturą glam. Glam rock, David Bowie, początki Roxy Music, wszystko to razem. Ściąłem hipisowskie włosy, zacząłem się malować. Miałem 22 lata i mieszkałem w Highgate Village, zatrudniłem się jako opiekun do dzieci w rodzinie Rothschildów. Nie wiedziałem, jak posłać łóżko ani nic takiego, ale pani domu bardzo mnie lubiła i chciała ze mną ćwiczyć swój hiszpański. Płaciła mi osiem funtów tygodniowo za nicnierobienie. OK, za rozmawianie z nią.

Mój brat Agustin jest moim producentem od 1986 r. Dobrze, że to on zajmuje się moją pracą, bo najlepiej rozumie i mnie, i to, co staram się robić. Nie jesteśmy bratnimi duszami, ale mamy to samo poczucie humoru. Jest ode mnie młodszy o kilka lat; jedno z moich pierwszych wspomnień to on patrzący na mnie, a ja na niego.

Dopóki żyję, mogę zapobiec pisaniu mojej biografii. I nie życzę sobie żadnego filmu o sobie, nigdy. Taka jest moja wola. Nie znoszę takich filmów, tego całego gatunku biopic. Dla mnie ważna jest reakcja innych na moje filmy, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam i nie identyfikuję. Czy się zgadzam z ich opinią, czy nie, jest najmniej ważne. Wszyscy mają rację. Różnorodność zdań wzbogaca moją pracę. Jeden film obejrzany przez tysiąc osób staje się tysiącem filmów.

Twoje działania mają większy wpływ na twój los niż przeznaczenie. Przytrafiają ci się rzeczy, na które nie zasłużyłeś, których nie ściągasz sam na siebie. Co kieruje przeznaczeniem? Bardzo chciałbym wiedzieć. Jestem ateistą, więc nie wierzę, że to Bóg. Przyczynowość jest w eterze, ona po prostu istnieje. Przepraszam, jeśli zabrzmiało pesymistycznie. Nie chcę nikomu zepsuć dnia.

Tortilla powinna być światową potrawą, jak pizza czy hamburger. Robi się ją łatwo i tanio, z dwóch zdrowych składników, a smak ma wyśmienity. Ale Hiszpanie nigdy nie potrafili sprzedać się poza własnym krajem. Włosi i Francuzi zrobili to skutecznie, a Hiszpanie mają kompleks niższości, który wynika z życia w dyktaturze w poprzednim stuleciu. Hiszpańskie wino jest niesamowite, nasza oliwa z oliwek jest niesamowita, nasze sery są tak samo smaczne jak francuskie, ale co z tego. Jestem bardzo dumny z tego, że po „Kobietach na skraju załamania nerwowego” (1998) w amerykańskim jadłospisie zaczęło pojawiać się gazpacho. Carmen Maura w filmie jasno podaje przepis i to jest najważniejsze, co zrobiłem dla hiszpańskiej kultury.

Kiedy patrzę w lustro każdego ranka, nie widzę nikogo nadzwyczajnego. Widzę kogoś o genach pracownika fizycznego, jak z obrazów Goi.

Jestem pewien, że w sposób oczywisty się zmieniam, nie tylko w swoich filmach, ale i w życiu prywatnym. Już nie staję na scenie w stroju gosposi i nie śpiewam parodii kiepskich kapel rockowych. Ostatni raz zrobiłem to w 1983 r., hiszpańskie gazety długo się o tym rozpisywały. Nie zrobiłem tego, żeby zwrócić uwagę mediów. Chciałem się po prostu zabawić.

Do moich najwcześniejszych prac artystycznych należą opowiadania o gwieździe porno. Świetna zabawa. To produkty mojej młodości i produkty kokainy. Kokaina miała duży wpływ na prędkość, z jaką pisałem, kiedy zbliżał się kurier wydawcy. To pewnie też powód, dla którego bohaterka opowiadań Patty Diphusa nigdy nie spała.

Nie analizuję swojego życia, patrząc wstecz, ale mogę powiedzieć, że przekroczyło ono wszelkie wyobrażenia tego młodego mężczyzny, który pojechał do Madrytu, a potem do Londynu. Ten młody mężczyzna byłby przerażony ilością bólu, który przyszedł z czasem. Najważniejsze, że nauczył się eksperymentować, i wyzwaniom stawiać czoło bez strachu.

Jeśli nie chodzisz na moje filmy, poleć je znajomym. I kochankom. [Zauważa obrączkę na moim palcu]. A więc masz tylko jedną kochankę? To wszystko? To dobrze.

Wszystko, co mówię po hiszpańsku, brzmi bardziej kategorycznie po angielsku. Przeraziłem się, gdy obejrzałem „Kikę” (1993) z angielskimi napisami. Było w nich to, co mówią bohaterowie po hiszpańsku, o pieprzeniu, kutasach, przekleństwa typu „motherfucker”. W hiszpańskim to tylko sposób mówienia, nie służy obrażaniu kogokolwiek. Onomatopeje. Więc nigdy nie traktuj tego, co mówię, dosłownie.

Tekst ukazał się w numerze 5/2016

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie