Casey Neistat zawsze spada na cztery łapy
Facebook/cneistat

Casey Neistat zawsze spada na cztery łapy

Jego naturalnym środowiskiem są ulice Nowego Jorku, po których najchętniej porusza się na deskorolce – dlatego dla odmiany zabraliśmy go na pustynię do Dubaju. On chciał sobie pozjeżdżać na desce z wydm, my – porozmawiać o tym, jak to jest, gdy twoim narzędziem pracy jest iPhone, a miejscem pracy – Youtube, na którym twoje poczynania śledzi blisko dziesięć milionów widzów z całego świata.
06.02.2019

Jest sobą. Codziennie, przed milionami widzów na całym świecie, którym pokazuje siebie w serwisie YouTube. Możesz zarzekać się, że nie oglądasz filmików w sieci, ale z pewnością widziałeś któryś z filmów Neistata.

Czytaj też: Era blogera. Influencerzy w świecie męskiej mody 

Przynajmniej jeden. Spróbujmy. Ten, w którym jedzie za terenówką na desce snowboardowej przez zasypane śniegiem ulice Nowego Jorku? A może ten, w którym, odziany w smoking, dynda na drabince spuszczonej z helikoptera, przelatując obok wzgórza z napisem „Hollywood”? No to może ten, w którym budżet promocyjny filmu „Sekretne życie Waltera Mitty” przepuszcza, za zgodą wytwórni 20th Century Fox, na pomoc dla ofiar huraganu na Filipinach, rozdając ludziom żywność w wioskach zrównanych z ziemią przez żywioł? Coś pewnie musiałeś widzieć, bo te miliony odsłon nie wyklikały się same.

 

Neistat nie ma urody gwiazdy telewizji. Jak sam mówi, w życiu wiele razy usłyszał, że jest brzydki, więc nie dostanie nigdy pracy przed kamerą. Został zatem gwiazdą YouTube’a. Ma 37 lat, fryzurę, która każe sądzić, że zmaga się z poważnym kryzysem wieku średniego, charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne, a także masę pomysłów na to, jak medium, które przyzwyczaiło widownię do oferowania głównie śmiesznych filmików o kotach, zamienić w centrum rozrywki, od której nie będziesz mógł oderwać oczu. Casey zyskał globalny zasięg porównywalny z takimi gwiazdami „starej” telewizji, jak David Letterman w szczycie popularności czy Jimmy Fallon, prowadzący program „Tonight Show” w NBC. Ale w odróżnieniu od gwiazd talk show, Neistat nie opiera się na zespole autorów, producentów, pomocników i asystentów – ani na widowni, która klaszcze na zawołanie. Casey działa inaczej – liczy się przekaz, a nie technologia, dlatego jego filmiki z komórki czy aparatu fotograficznego biją rekordy popularności. Produkcje Neistata oglądają regularnie widzowie na całym świecie – grono jego subskrybentów przekroczyło dziewięć milionów osób, a wszystkie produkcje łącznie zostały wyświetlone ponad dwa miliardy razy. Widownia Caseya jest niezmiernie liczna i niesłychanie wierna – fani wracają do niego, komentują kolejne produkcje i dzielą się nimi ze znajomymi. W czasach, w których w sieci oglądamy głównie głupoty, to naprawdę osiągnięcie.

Jak mówić, by słuchały cię miliony 

Wydaje się, że w tym serwisie Neistat był od zawsze. Tymczasem pojawił się tam ledwie osiem lat temu. Z początku jego aktywność na YouTube ograniczała się do zamieszczania dziwacznych, niezbyt zabawnych filmików. Wiele produkcji z tamtego okresu nie wytrzymuje próby czasu. Szybko przyszedł jednak moment, w którym Casey oswoił się z nowym medium. Katalizatorem zmiany okazał się mandat od nowojorskiej policji wlepiony mu w 2011 roku za jazdę rowerem poza wyznaczoną ścieżką. Zirytowany, postanowił nagrać film o tym, jakie przeszkody czekają na tych, którzy odważą się jeździć rowerem po Nowym Jorku. Produkcja zatytułowana „Ścieżki rowerowe według Caseya Neistata” była krótka, ale niezwykle wymowna. Były dziury w jezdni, samochody nielegalnie parkujące na drodze dla rowerów, barierki blokujące przejazd – a także źle zaparkowane radiowozy.

Nagranie, będące czymś pomiędzy przykładem dziennikarstwa obywatelskiego a śmiesznym filmikiem, błyskawicznie zyskało niezwykłą popularność, nie tylko w sieci. Pokazała je między innymi telewizja BBC, napisał o nim wpływowy angielski dziennik „The Guardian”. Do tematu kolizji na ścieżce rowerowej odnósł się też Rudy Giuliani, wówczas burmistrz Nowego Jorku. Casey przyznaje, że to był moment, w którym dotarło do niego, jaki potencjał ma YouTube. „To właśnie lubię w technologii: każdemu oferuje równe szanse – mówi. – Większość filmów kręcę iPhone’em. Ma świetnej jakości aparat, mikrofon nagrywający w stereo. Niewprawne oko nie zauważy, czym różnią się produkcje realizowane za pomocą takiego sprzętu od filmów, które tworzą ekipy filmowe. Na YouTube bardziej od kwestii technicznych liczy się umiejętność opowiedzenia historii”. A w tej dziedzinie Casey jest mistrzem nie lada.

To, co zaczęło się jako działalność niewielkiej grupy osób nagrywających krótkie filmiki i umieszczających je w serwisie YouTube, szybko zmieniło się w dominującą formę rozrywki. Zwłaszcza dla młodszej widowni. W zeszłym roku dziesięciu najbardziej wpływowych twórców na YouTube zanotowało łącznie dziesięć miliardów wyświetleń filmów i zarobiło wspólnie około sto dwadzieścia siedem milionów dolarów. To mało czy dużo? Te liczby nie szokują Caseya, ale przyznaje on, że wciąż spotyka ludzi, dla których są to porażające dane. „Mam przyjaciół pracujących w mediach i show-biznesie; nie mogą pojąć, z czego bierze się ta niezwykła nić porozumienia, które twórców obecnych na YouTube łączy z ich widownią”. W przypadku Neistata kluczem do sukcesu jest autentyczność. Za każdym razem, w każdym ze swoich filmów, nawet tych najbardziej błahych, zabiera on widzów na wspólną wyprawę i zaprasza ich do swojego życia. Sam przyznaje jednak, że jest to raczej przetworzona wersja jego codzienności niż wierny jej zapis. Nadal jednak to dużo bardziej szczery i prawdziwy przekaz niż w pełni wyreżyserowane produkcje, które możesz zobaczyć co wieczór w telewizji. „Dzisiaj wrzuciłem na YouTube dziewięciominutowy film, który był zapisem fragmentu mojego dnia – opowiada. – Nie będę jednak ukrywał, że była to jego najciekawsza część. Wyciąłem na przykład fragment z poranka, gdy wraz z żoną byliśmy u psychologa, aby poszukać wspólnie pomysłu na to, jak pomóc naszej malutkiej córeczce w szybszym zasypianiu. To było po prostu nudne. Nie sądzę, żeby ten fragment mógł zaciekawić widzów”.

Byle nie influencer 

Nie przepada też za nowomową, taką jak sformułowania w rodzaju „twórca contentu”. Oba pojęcia wydają mu się frazesami bez znaczenia. „Określenie, na które zasłużyłem i które naprawdę lubię, brzmi: youtuber. Oto, kim jestem. Lubię to określenie, bo nie tworzy barier – utalentowany jedenastolatek z aparatem czy telefonem też może zostać nazwany youtuberem”. Komuś takiemu jak Casey Neistat łatwo jest mówić takie rzeczy, bo w rywalizacji na najlepsze filmiki od dawna gra w najwyższej lidze, do której nastolatki z telefonem mogą jedynie aspirować. Codzienne filmowe „wrzutki” Caseya dotyczą najróżniejszych spraw – to może być przelot śmigłowcem Ubera nad Nowym Jorkiem, nagranie z pogadanki motywacyjnej, podczas której przemawia do tłumu na widowni – albo po prostu relacja ze spotkań z innymi youtuberami, równie znanymi jak on. „Wydaje mi się, że jednym z największych nieporozumień dotyczących pracy vlogera jest to, że musisz prowadzić bardzo interesujące życie, by mieć ciekawy kanał na YouTube – mówi Neistat. – Moje życie jest niesamowite i nie będę tego ukrywał,ale znam bardzo wiele vlogów, które mają zupełnie inny charakter. Weźmy Romana Atwooda, ojca-vlogera, ma prawie dwa razy więcej wyświetleń niż ja. Albo spójrz na PewDiePie, najpopularniejszego wideoblogera na świecie. Obaj nie mają przesadnie fascynującego życia, ale ważne jest coś innego – udało im się znaleźć formułę na to, jak opowiadać o tym w sposób zajmujący”.

Casey lubi przywoływać przykłady innych vlogerów, ale to nie znaczy, że ze wszystkimi się zgadza. Gdy „New York Times” ujawnił, że PewDiePie, czyli Felix Kjellberg, gwiazda pierwszej wielkości wśród twórców na YouTube (ponad sześćdziesiąt milionów subskrybentów), zamieścił na swoim profilu rasistowskie i antysemickie komentarze, Neistat był jedną z pierwszych osób, które przeciwko temu zaprotestowały. Podobnie stało się, gdy inna z gwiazd YouTube’a, Amerykanin Logan Paul (17 milionów subskrybentów), pokazał w swoim filmie zwłoki odkryte w japońskim „lesie samobójców” Aokigahara, położonym niedaleko miasta Shizuoka. Casey jest dojrzałym mężczyzną i składa wiele z błędów popełnianych przez innych youtuberów na karb ich młodego wieku. „W większości przypadków 22-letnia gwiazda o takiej popularności jak Logan Paul byłaby otoczona wianuszkiem agentów, PR-owców i specjalistów od wizerunku, ludzi, których zadaniem jest kontrolowanie, co i jak robią – mówi Casey. – Youtube jest zaprzeczeniem tego modelu, nie ma żadnego pośrednika między Loganem Paulem a jego widownią”. Logan to w ogóle ciekawa postać. We wrześniu 2016 roku miał tylko jednego subskrybenta na YouTube. Dzisiaj ma ich blisko siedemnaście milionów. Dla porównania, Justin Bieber potrzebował trzykrotnie dłuższego czasu, żeby zbudować równie liczną widownię. „To, co dostaliśmy, to połączenie dwóch rzeczy: dwudziestoletniego milionera i bardzo kiepskiego wyczucia tego, co wypada, a co nie”.

Cały tekst Thomasa Shamblera i Andrzeja Chojnowskiego ukazał się w numerze 3/2018 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie