Burning Man wraca do korzeni. Organizatorzy wyrzucą influencerów z festiwalu?
Fot: Starstock

Burning Man wraca do korzeni. Organizatorzy wyrzucą influencerów z festiwalu?

Część uczestników ma dość postępującej komercjalizacji i „instagramizacji” wydarzenia.
21.02.2019

„Burnerom chodzi o to samo, o co chodziło hipisom – o stworzenie, chociaż na chwilę, alternatywnego społeczeństwa, w którym naczelną zasadą jest wolność” – pisaliśmy w naszym tekście na temat Burning Mana, festiwalu, który co roku przyciąga na pustynię w Nevadzie gwiazdy Doliny Krzemowej i tysiące kreatywnych osób z całego świata. Nie da się jednak ukryć, że w ostatnich latach te ideały zostały nieco przysłonięte przez instagramową rzeczywistość. Burning Man stał się miejscem, w którym warto się pokazać (i wrzucić fotkę do mediów społecznościowych), ale stał się zaprzeczeniem „hipisowskich” marzeń o sielance.

Czytaj też: W 2019 roku Woodstock wróci do Bethel 

Bazar na pustyni

Wygląda na to, że wreszcie zaczęli dostrzegać to również  organizatorzy festiwalu. W obszernym poście na blogu Burning Mana Marian Goodell, CEO projektu, zacytowała zarzuty formułowane wobec wykluczających praktyk (takich jak niezabieranie „nie dość ładnych” użytkowników na słynne festiwalowe pojazdy czy tworzenie hermetycznych obozowisk). Powołała się również na przygotowany przez zespół ds. komunikacji raport, z którego wynika, że festiwal stał się niemal autonomiczną platformą reklamową, którą napędzają m.in. posty influencerów, oznaczających marki na zdjęciach z wydarzenia.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Burning Man (@burningman)

Nowe Fyre i środki zaradcze

Co więcej, Goodell przypomniała o sprawie Camp Humano – czyli „odpowiednika festiwalu Fyre na Burning Manie”, w ramach którego grupa „przedsiębiorczych” uczestników przygotowała luksusowe udogodnienia – najlepszą kuchnię, sesje medytacji i jogi oraz oddzielne wydarzenia muzyczne.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Burning Man (@burningman)

Oprócz przypomnienia o niekomercyjnym charakterze imprezy i najbardziej jaskrawych przykładach żerowania na Burning Manie, Goodell zapowiedziała też zmiany w polityce biletowej, które mają stać się początkiem powrotu do źródeł. Organizacja (na razie) rezygnuje z najdroższych biletów za 1200 dolarów, o 18% wzrośnie z kolei liczba biletów najtańszych. Nie wiemy, czy zaproszenie większej liczby osób o mniejszych dochodach to idealny pomysł na nadużycia ze strony bogatych reklamodawców i zwyczajnych cwaniaków, ale też nie wiemy, czy walka z postępującą instagramizacją nie jest z góry skazana na porażkę. W starciu "hipisowskich" ideałów Doliny Krzemowej z biznesowymi celami technologicznych gigantów i armii influencerów nietrudno bowiem wskazać zdecydowanego faworyta. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie