Na czubku buta. Co warto zobaczyć w Kalabrii?
Tropea/ iStock

Na czubku buta. Co warto zobaczyć w Kalabrii?

Najczystsze powietrze, najszersze plaże i turkus morza jak z pocztówek. Pod tym względem Kalabria to prawdziwa perła we Włoszech. Ale nie tylko z tych – istotnych przecież – powodów warto wybrać się na koniec włoskiego buta.
28.02.2019

Oprócz plaż – celu podróży samego w sobie – ten położony na nosku włoskiego buta, liczący niewiele więcej mieszkańców niż Warszawa region słynie z parków narodowych, dzikiej przyrody, antycznych miast i opuszczonych średniowiecznych osad. Oraz, co też nie bez znaczenia, z dolce far niente, słodkiego nicnierobienia. – Jestem taki przepracowany! – usłyszysz od niejednego przewodnika, recepcjonisty w hotelu czy kierowcy popularnych w nadmorskich osadach tuk-tuków. Przy czym przewodnika spotkasz głównie na papierosie, kierowcę – grającego w karty z kolegami, a na recepcjonistę nie natrafisz w ogóle, z wyjątkiem momentu zameldowania. Ale to nie narzekanie. To prędzej zwerbalizowanie potrzeby morskiej kąpieli i porcji filei, makaronu o typowym tu kształcie. Zrób to pierwsze i spróbuj tego drugiego, a zrozumiesz, o co Kalabryjczykom chodzi.

Czytaj też: Teatr życia. Co warto zobaczyć w Neapolu? 

Tropea - perła Kalabrii 

Kiedy jechać? Najlepiej po fali letnich upałów. Możesz wybrać się na przykład do antycznej stolicy Catanzaro, wciśniętej między park narodowy Sila a Morze Jońskie. Miasto proponuje przegląd historii architektury od antyku po współczesny, monumentalny most Bisantis czy muzeum Lambretty, kultowego skutera. Po drugiej stronie, nad Morzem Tyrrenskim, leży Tropea. Nie bez powodu uważana jest za perłę Kalabrii, bez względu na to, jak pretensjonalnie to brzmi. Ze starym miastem położonym na klifie i szerokimi plażami u jego stóp, gwarantującymi sensacyjne widoki, częściej odwiedzanych miejscowości Kalabrii. Co ma, oczywiście, swoje wady. Dlatego jeśli nie jesteś fanem turystycznych atrakcji, deptaków i tłumów, pojedź na południe i zatrzymaj sie w znacznie spokojniejszym Pizzo, z jego tysiącami kamiennych schodków, labiryntem wąskich uliczek, dziesiątkami plaż i tuńczykiem, z którego miasto słynie w całych Włoszech. Albo w romantycznej Scilli, już przy Cieśninie Messyńskiej. Jej znak rozpoznawczy – usytuowany na cyplu zamek Ruffo. Po jego zachodniej stronie – szczelnie otoczone pierścieniem kamieniczek i willi – pustawe plaże z wygodnymi leżakami, promenada do passegiaty (patrz: ramka) i najlepsza pizzeria w mieście, La Lampara, nieopodal stacji kolejowej. Po stronie wschodniej zaś – domy i pałacyki dzielnicy Chianalea, osadzone na kamieniach czy palach, o które rozbijają sie fale. Przy słonecznej pogodzie ta część miasta sprawia wrażenie nadmorskiej Wenecji. Przy pochmurnej zaś przywodzi na myśl Szkocję.

Dla odważnych i leniwych 

Wieczorami jada się tu wykwintnie, na przykład na zawieszonym nad woda tarasie hotelu U Bais. Albo stoi z miejscowymi przed barem Civico 5, pijąc wino i zagryzając tutejszą specjalność – kanapkę ze stekiem z miecznika. Amatorzy tego ostatniego sami mogą go złowić. Dla śmiałków (i rannych ptaszków, bo odprawa o 6.30) organizowane są rejsy kutrami. Wygodni i leniwi mogą takie połowy oglądać z jednego z setek miejsc widokowych w pnącej się do góry Scilli, bo wyposażone w harpuny łajby to stały element codziennego krajobrazu.

Ze Scilli juz tylko kwadrans drogi do Reggio, największego ośrodka Kalabrii. W przewodnikach spotkasz się z opinią, ze to najbrzydsze miasto kraju. Wierutna bzdura. Przejdź się między palmami marmurową promenadą, a zgodzisz się z kultowym, a przy okazji wyrobionym estetycznie włoskim poetą Gabriele D’Anunzzim, który słusznie nazwał ją najpiękniejszym kilometrem Europy (choć w istocie liczy ona znacznie więcej). Zawróć zaś równoległym do niej deptakiem Corso Garibaldi, pełnym szykownych pałaców, kościołów i (niesieciowych!) sklepów z modą męską. Tu styl jest świętością, ale jakże by inaczej, skoro to z Reggio właśnie pochodzą Donatella i Gianni Versace? Tylko te dwie ulice zabiorą ci pół dnia, dlatego rozważ, by w Reggio zabawić nieco dłużej. Zwłaszcza że to jedyne w Europie miejsce, w którym obserwowane jest zjawisko fatamorgany. Wskutek osobliwego załamywania się światła pobliska Sycylia wydaje się czasem być dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Tekst Michała Zaczyńskiego ukazał się w numerze 5/2018 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie