Portfel: Robert Korzeniowski
AKPA

Portfel: Robert Korzeniowski

Życie nauczyło go, że biznes trzeba robić osobiście. Po zakończeniu kariery sportowej wiedział, że nie może liczyć na odcinanie kuponów. I wymyślił się na nowo.
14.05.2019

Pierwsze większe pieniądze zarabiałem, wycinając zdjęcia z niemieckiego magazynu dla nastolatków „Bravo” i robiąc z nich plakaty. To był rok 1980 – miałem dwanaście lat. W czasach, gdy średnia pensja wynosiła pięć– sześć tysięcy złotych, na jednym numerze „Bravo” potrafiłem zarobić nawet tysiąc. Gazety dostawałem od wujka z Niemiec. To był dobry biznes. Pieniądze przywoziłem również z zagranicznych podróży – podchodziłem do nich biznesowo. Traktowałem ten dochód jako fundusz na specjalne wydatki i własne potrzeby. Nie dostawałem kieszonkowego od rodziców. Garnitur na studniówkę kupiłem za własne pieniądze. Wiedziałem, ze jeśli czegoś chce, muszę na to zapracować. Nie było wtedy innej możliwości.

Portfel: Tomasz Bagiński 

Lekkoatletyka i biznes 

Nie wszyscy sportowcy zarabiają jednakowo. W narzekaniu na ten stan wyczuwam jednak nutkę populizmu. Nie da się dogodzić każdemu. Fakty są takie, że na lekkoatletyczne imprezy można wejść za grosze, a za miejsce na stadionie podczas meczu piłkarskiego trzeba sporo zapłacić. Jako były lekkoatleta uważam, że do pewnego momentu wszyscy w sporcie jesteśmy tacy sami – każdy ma podobny start. To działa do poziomu mniej więcej juniora młodszego.

Nie da się zaczarować rzeczywistości – jedyną lekkoatletyczną gwiazdą światowego formatu był w ostatnich latach Usain Bolt – to o czymś świadczy. Jeśli turnieje tenisowe przyciągają znane marki, to znaczy, że ci zawodnicy są tyle warci. Lekkoatletyka ma dużo do zrobienia w tym zakresie. Można powiedzieć: „to niesprawiedliwe, że sprinter zarabia więcej od maratończyka, bo ten drugi wykonuje nieporównywalnie większą pracę”. Tak, sport rządzi się swoimi prawami. Wychowałem się w czasach komuny, ale widzę w tym zasady wolnego rynku.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, by żalić się na zarobki. Skoro gdzie indziej zarabia się lepiej niż w chodzie sportowym, to przecież mogłem zostać sprinterem albo piłkarzem. Nie nadawałem się do tego. Jesteśmy produktem naszego środowiska i okoliczności – musimy umiejętnie zarządzać tym, co robimy w trakcie kariery i po niej. Sportowiec musi umieć „sprzedać się” widzom, by wzbudzić zainteresowanie. Nie wystarczy skuteczność na boisku i stadionie.

Decyzje i ryzyko 

Po zakończeniu kariery chciałem założyć telewizję sportową i nieco inaczej pokazać to, czym do tej pory się pasjonowałem. Dostałem ofertę od Telewizji Polskiej, jej szefowie nie bardzo wiedzieli, czego ode mnie chcą, ale ja miałem jasny plan. Musiałem podjąć ciężką decyzję – zamknąłem wszystkie moje biznesy i stałem się kimś w rodzaju menedżera do wynajęcia. Mogłem dzięki temu realizować się przy wielu wymagających projektach. To nie było proste i wymagało podjęcia ryzyka. Kończąc karierę sportowa wiedziałem, ze nie mogę pozwolić sobie na odcinanie kuponów. Musiałem robić cos konkretnego. Mogłem sobie skręcić kark i ponieść porażkę, podejmując się czegoś trudnego, ale uważam, że było warto.

Rozmawiał Kacper Bartosiak. Cały tekst ukazał się w numerze 1/2019 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie