To co wiem: Robert Karaś
Facebook/ Vistula

To co wiem: Robert Karaś

Dyscyplina, którą uprawia, przyprawiłaby o zawał wielu doświadczonych maratończyków. Zanim został najlepszym triathlonistą na świecie, pracował jako strażak. Ma 29 lat i kosmiczny rekord świata na koncie, który pobić może chyba jedynie on sam.
07.05.2019

Na mecie, po pobiciu rekordu świata na dystansie potrójnego Ironmana, nie czułem radości. Pojawiła się jedynie ulga, że to już koniec. Dopiero po zawodach, gdy doszedłem do siebie i opadły emocje, poczułem dumę z sukcesu.

Żyję na własnych zasadach i nigdy nikogo nie udaję. To nie wszystkim się podoba, ale trudno – taki jestem. Nie robię czegoś dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje albo że tak wypada. Nie znaczy to jednak, że nie potrafię pójść na kompromis.

Nie traktuję niepowodzeń jako porażek. Wszystko ma swój powód. Staram się wyciągać pozytywne wnioski, nawet jeśli coś mi się nie udało. Zdarzały mi się usterki roweru, które uniemożliwiały mi ukończenie zawodów triathlonowych. Kontuzje też się przytrafiały. Mam za sobą sezon, podczas którego prawie na każdych zawodach prześladowały mnie nieszczęścia. To był okres, gdy nie miałem sponsora. Szło ciężko, ale walczyłem o to, żeby móc się pokazać. To fatalne uczucie, kiedy jesteś dobrze przygotowany, ale nie możesz walczyć o dobry wynik, bo coś ciągle staje ci na drodze. Na szczęście niepowodzenia sprawiały, że stawałem się coraz bardziej zdeterminowany i mocniejszy.

To co wiem: Łukasz Orbitowski 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Robert Karaś Triathlon (@robertkaras_teamkaras)

Mam w sobie wiele pokory. Pod koniec października 2018 roku miałem wypadek podczas treningu kolarskiego, to było zderzenie z samochodem. Nie zdążyłem zareagować. Nigdy nie przeżyłem czegoś takiego – usłyszałem potworny huk i poczułem uderzenie. W takich chwilach nie wiesz, co się dzieje, masz wrażenie, że umierasz. Skończyło się na czterech złamanych kościach twarzy i wszczepieniu tytanowych płytek. Po takim doświadczeniu człowiek cieszy się, że żyje.

Moim największym sukcesem w życiu prywatnym jest to, że mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Są ze mną na dobre i na złe. Żona Natalia bardzo mnie wspiera – pomaga, organizuje moje wyjazdy i kibicuje mi podczas zawodów. Bliscy wiedzą, że nie zawsze mogę poświęcić im tyle czasu, ile bym chciał, ale są wyrozumiali.

Nigdy w imię sukcesu nie poświęciłbym szczęścia rodziny, bo jest dla mnie najważniejsza. Nie zaryzykowałbym także własnego zdrowia, co brzmi dziwnie, jeśli wziąć pod uwagę, że uprawiam triathlon, dyscyplinę, która eksploatuje organizm. Żałuję, że dawniej nie przywiązywałem do tego odpowiedniej wagi. Zdarzało mi się na przykład wystartować w zawodach, choć czułem się źle, a potem okazywało się, że miałem zapalenie oskrzeli. Teraz jestem bardziej świadomym sportowcem. To, że mój organizm jest moim narzędziem pracy, traktuję dosłownie. Dbam o siebie, bo życie jest tylko jedno.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Robert Karaś Triathlon (@robertkaras_teamkaras)

 

W 2019 roku chciałbym nauczyć się cierpliwości. Moi przyjaciele mawiają, że jestem narwany. Często zdarza się, że zamiast coś przemyśleć, po prostu to robię, działam. Taki po prostu jestem, ale chciałbym to zmienić. Poza tym chcę nauczyć się lepiej ogarniać temat mediów społecznościowych. Do tej pory nie miałem do nich cierpliwości.

Po zakończeniu kariery sportowca chciałbym pracować jako trener, rozwijać siebie i swoją firmę. Zamierzam przenieść się na stałe w cieplejsze rejony świata i stworzyć tam bazę treningową dla triathlonistów. Jedno wiem na pewno – nie przestanę trenować swojego ciała. Kocham to, co robię. Dzięki temu czuję się wolny.

Rozmawiał Krzysztof Nowak. Cały tekst ukazał się w numerze 2/2019 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie