Reklama

Kierunki mniej popularne: Baku, Azerbejdżan

Na słowo Paryż przed oczami staje Wieża Eiffla, na słowo Moskwa kopuły Kremla, na słowo Berlin Brama Brandenburska. A na słowo Baku? No właśnie. Niewiele.

Kierunki mniej popularne: Baku, Azerbejdżan Cetrum Heydara Alijewa w Baku / fot. Marcin Kasprzak
Reklama

Tekst i zdjęcia Marcin Kasprzak

Może ambitniejszy maturzysta przebąknie coś o Żeromskim i „szklanych domach”, a dociekliwy student fizyki o Alfredzie Noblu, który zbił fortunę na azerskiej ropie. Azerbejdżan nie budzi jednak zbyt wielu skojarzeń – gdy za jego zachodnią granicą, w sąsiedniej Gruzji, urlopy spędzają tysiące Polaków (i głównie Polaków) zajadających się chaczapuri, to Azerbejdżan wydaje się być białą plamą w naszej świadomości. Czy słusznie? Postanowiłem się o tym przekonać na własnej skórze.

Gdzie ja jestem?

Pierwsze wrażenie: cholera, wsiadłem w zły samolot i wylądowałem w Dubaju. Azerowie wybudowali sobie lotnisko jak nie z tego świata – gdy od kalifornijskiego LAX po tokijską Naritę na każdym lotnisku tylko szkło i stal, tutaj ciepłe, przyjemne drewno i dywany, w których przyjemnie zapadają się stopy lądujących pasażerów. Wśród restauracji same specjały pod szyldem „Caviar&Champagne”, wśród sklepów Loro Piana, Burberry i sklepy z zegarkami jak w centrum Genewy. Lotnisko zostało nagrodzone w 2014 r. nagrodą Red Dot Award, to taki designerski Oskar. Całkowicie zasłużenie.

Po wyjściu z lotniska mam już pewność – to nie Dubaj, ale chyba... Londyn. Przed portem czeka szpaler oryginalnych londyńskich taksówek – to prezent od prezydenta kraju dla mieszkańców Baku, żeby było jeszcze bardziej międzynarodowo. Z lotniska do centrum prowadzi nowiutka wielopasmówka. Im bliżej centrum, tym więcej pasów i estakad. Moją londyńską taksówkę co chwile mija a to Porsche Cayenne (to chyba ulubiona azerska marka), a to nowiutkie BMW. Po obu stronach imponujące inwestycje – szklane biurowce (Żeromski jasnowidzem), połacie niezamieszkanych apartamentowców, stadion olimpijski stylizowany na Allianz Arenę. Baku marzy się organizacja w przyszłości Olimpiady, na razie musieli zadowolić się Europejskimi Igrzyskami Olimpijskimi. Pierwszymi i prawdopodobnie ostatnimi w historii.

Postradzieckie Baku

Czy ja na pewno jestem w dawnej republice radzieckiej? Przypominam sobie o tym, gdy wypatruję pierwszą staruszkę w chuście na głowie, która miotłą z gałęzi sprząta autostradę. Po kilkuset metrach kolejną. I jeszcze jedną. Dywany kwiatowe też uchodzą za nieco staromodne, choćby włodarze Ciechocinka myśleli inaczej. Im bliżej centrum, tym więcej wojska i policji. Szczególnie, gdy z Airport road wjeżdżamy w bulwar Haydara Alijewa – to taki ichniejszy „Ataturk”. Za ZSRR był szefem azerskiego KGB, potem sekretarzem KC z nadania Breżniewa, w końcu pierwszym prezydentem Azerbejdżanu po usamodzielnieniu kraju. Dziś twardą ręką rządzi tu jego syn Iliam Alijew, któremu umierający ojciec przekazał władzę. Choć oficjalny ustrój kraju to republika prezydencka, zachodni komentatorzy nazywają ją monarchią dziedziczną, a młodego Alijewa dyktatorem gorszym od Łukaszenki.

 

Centrum Heydara Alijewa, Baku / fot. Marcin Kasprzak

 

Zbliżam się do centrum Heyadara Alijewa. To imponujący, futurystyczny budynek spod ręki zmarłej w tym roku Zahy Hadid, nazywanej „carycą architektury”. Budynek zgarnął nagrodę Projekt Roku 2014 od Design Museum of London, ku oburzeniu obrońców praw człowieka (Azerbejdżan nie jest ich ulubieńcem). Nieregularne kształty, przeszklona fasada i oślepiająca biel to nowy symbol miasta patrzącego w przyszłość i element jego europeizacji. Podpatrywanie wzorców z zachodniego świata i implementowanie ich w bakijską rzeczywistość to hobby pierwszej damy – to ona usiłuje zarazić Azerów zamiłowaniem do kultury. Z racji, że w ogromnym obiekcie jestem zupełnie sam, chyba niezbyt skutecznie. Moim skromnym zdaniem dobrym krokiem byłoby obniżenie cen – w rzadko którym mieście na świecie dostęp do kultury jest tak drogi i bilet wstępu stanowi nawet trzykrotność ceny posiłku w średniej klasy restauracji.

Ponadto taka implementacja cudzego stylu życia ma nikłe szanse na powodzenie – zakładam w ciemno, że gdybyśmy w Piotrkowie Trybunalskim wybudowali 5 filharmonii, mieszkańcy miasta z marszu nie staliby się melomanami.

Tak jest też w Baku. Jestem olbrzymim fanem Zahy Hadid – jej budynki zawsze zmieniają oblicze miasta, które zaprosi ją do współpracy. W tym przypadku również się nie zawiodłem – doskonałe operowanie światłem, zanikające krawędzie robią ogromne wrażenie. Do futurystycznych wnętrz mało pasują natomiast tamtejsze eksponaty – większość budynku zajmuje muzeum Heydara Alijewa. W designerskie przestrzenie wstawiono radzieckie serwisy, które sprezentował mu przed laty Breżniew czy kryształowe puchary od prezydentów dawnych republik radzieckich. Bardziej pasowałyby do drewnianych parkietów, po których stąpa się w ochronnych papuciach, a nie śnieżnobiałych sal wystawowych z innego świata.

Luksusowe centrum Baku

Z centrum Heydara jadę do centrum. Eleganckich gmachów nie powstydziłby się Wiedeń czy Paryż – część z nich to pozostałości boomu naftowego, gdy Europejczycy robili tu fortuny i budowali na europejską modłę. Jednak trzeba przyznać, że także budowane niedawno i stylizowane na stare budynki dość dobrze odnajdują się w tej rzeczywistości. Nie jest to skopijska megalomania, gdzie karton i gips udają marmury, a starożytne freski namalowano farbami plakatowymi. W Baku jest spójnie i elegancko. Może odrobinę zbyt monumentalnie, ale z pewnością nikt tu nie oszczędzał i nie stosował półśrodków. Na parterach budowli – salony Ferrari, sklepy Brioni czy Canali. Wielkie centrum handlowe pełne najdroższych światowych marek. Tiffany sąsiaduje z paryską boulangerie, w której posiadacze Maybachów i Hummerów konsumują croissanty z marmoladą. Na pierwszy rzut oka jest „na bogato”.

 

Nadkaspijska promenada w Baku / fot. Marcin Kasprzak

 

Baku nie bez powodu nazywane jest „Dubajem Kaukazu”. O ile bawi mnie nazywanie Bydgoszczy „Wenecją północy” a Bukaresztu „Paryżem Wschodu”, to co do Azerbejdżanu trudno się nie zgodzić. Relatywnie mały kraj, w którym cała gospodarka oparta jest na wydobyciu ropy naftowej. Ma to dobre strony – kraj gospodarczo zdeklasował sąsiadów i pozwolił uniezależnić się od Rosji, z drugiej strony dołujące ceny ropy pchają monokulturę gospodarczą na skraj bankructwa. Budżet się nie spina, manat – lokalna waluta – stopniała o połowę w ciągu roku, miasto wstrzymuje planowane inwestycje, z Tower of Azerbaijan włącznie. Budynek miał być pierwszym kilometrowcem na świecie, ale wiadomo już, że wyprzedzą go konkurenci z Arabii Saudyjskiej i Chin.

Rosja vs. Turcja

Póki co w dziedzinie nobliwych rekordów Azerbejdżan obstawia dość niszowe konkurencje – m.in. posiada „największe pole z flagą”. Wysunięta wgłąb Morza Kaspijskiego platforma z powiewającą na wietrze flagą to jeden z symboli miasta i element licytacji z Turkmenistanem – sąsiadem po drugiej stronie morza. Drugim symbolem są słynne Flame Towers – to kompleks drapaczy chmur w kształcie płomieni. Dumnie górują nad miastem – najlepsza perspektywa jest z starannie odrestaurowanej starówki. Można tam kupić dywan, makatkę z twarzą Lenina i lampy Aladyna. Są też matrioszki – choć Azerowie są wpatrzeni w Turcję, trudno wyplenić z siebie kilkadziesiąt lat pod rządami Rosjan. Na ulicach słychać rosyjski – dużo lepiej też dogadywać się z Azerami w języku Puszkina, niż po angielsku.

 

Popularna restauracja Sehrli Tendir w Baku / fot. Marcin Kasprzak

 

Na starówce znaleźć można najlepsze restauracje w mieście (z małymi wyjątkami). I najbardziej demokratyczne – w słynnym Sehirli Tandir spotykają się i studenci, i biznesmeni, a nawet wpadł tu kiedyś na śniadanie Władymir Putin (zdjęcie wisi na ścianie). Specjał? Typowe azerskie śniadania – chleb wypiekany podobnie jak hinduskie naan, serwowany z twarożkiem, miodem czy masłem. Wśród dań głównych – jagnięcina z owocami granatu, kebab z warzywami, kurczak w sosie z orzechów. To raj dla fanów kolendry – kucharze nie oszczędzają jej w swoich daniach. Na deser herbata i kawałek baklawy. Azerbejdżan kulinarnie nie zostawia wątpliwości, czy bliżej mu do Rosji czy do Turcji. Choć bez względu na te marzenia i aspiracje, wciąż daleko mu do Europy.

 

Film promujący Azerbejdżan nakręcony przez Fundację Heydara Alijewa (bo kogoby innego?).

Obrazki z Baku

Nowoczesna fasada Centrum Heydara A...

1/18

Nowoczesna fasada Centrum Heydara Alijewa, Baku
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama