Jak odgrywać rolę fotografa
Zdjęcia: Stephan Alessi

Jak odgrywać rolę fotografa

Alexi Lubomirski opisuje swój dzień Filipowi Niedenthalowi
31.10.2016

Alexi Lubomirski, książę o polskich korzeniach, który urodził się w Anglii, a dziś mieszka z rodziną w Nowym Jorku, jest jednym z najbardziej rozchwytywanych fotografów mody i gwiazd na świecie. Nam poświęcił jednak czas, opowiadając nie tylko o swoim życiu i pracy, ale też pozując do zdjęć. Gdy złożyliśmy mu tę propozycję, zgodził się natychmiast. Co więcej, kilka dni później dostaliśmy od niego gotową sesję, którą zrobił specjalnie dla nas o świcie przed pracą wraz ze swoim asystentem Stephanem Alessi. W rozmowie jest taki sam, jak go widzimy – na luzie, dowcipny, z dystansem, i stuprocentowo szczery. Poznacie Alexiego jeszcze lepiej na jego nowym kanale na YouTube, Alexi Lubomirski Studio, gdzie odsłania kulisy swojej pracy. 

 

Jestem strasznie ambitny i nadgorliwy – wszystko chcę robić sam. Dzień zaczynam o 5.30, żeby mieć czas na medytację transcendentalną. Potem ćwiczę pilates, biorę przysznic, i budzę dzieci, o ile same jeszcze nie wstały. Chcę z nimi spędzić jak najwięcej czasu, póki moi synowi chcą go spędzać ze mną. Kiedy zaczynałem pracę fotografa, każdy wolny dzień napawał mnie strachem, że już nigdy nie zrobię niczego więcej, że mogę już nigdy nie dostać zlecenia. Teraz wolne dni są dla mnie prezentem, bo mogę je spędzać z rodziną. A od kiedy przestałem się martwić zleceniami, mam wrażenie, że pracy jest coraz więcej. W każdym razie robię śniadanie. Do 30. roku życia nie jadłem w ogóle śniadania, ale teraz zależy mi, żeby być jak najzdrowszym i żyć jak najdłużej, więc jem jogurt kokosowy, piję zielone soki, do wszystkiego dodaję spirulinę, chlorellę. Synom robię różne rzeczy, w zależności od ich nastroju, ale najbardziej lubią jajka w koszulkach. Na początku robiłem je dla żony, ale najwyraźniej jej pozazdrościli i też chcą. Dzięki temu zostałem mistrzem jajek w koszulkach. Po śniadaniu wsiadamy na rower – jeden synek siedzi w foteliku z przodu, drugi z tyłu – i odwożę ich do szkoły na 8.45. To właśnie kocham w Nowym Jorku: niezależnie od korków mogę wszędzie dojechać rowerem, we własnym tempie. Bo nie znoszę, jak mi się tempo narzuca. Jako dziecko, kiedy mieszkałem w Oksfordzie, dojeżdżanie do szkoły zajmowało mi ponad godzinę. Wtedy obiecałem sobie, że jak będę dorosły, będę mieszkał w takim miejscu, skąd wszędzie dojdę albo dojadę na rowerze. 

 

Ze szkoły jadę rowerem do studia albo na miejsce sesji. Moi asystenci śmieją się ze mnie, jak mnie widzą na tym rowerze z fotelikami dziecięcymi. Pracę zaczynam od rozmowy z klientem. Albo jest to ktoś z firmy, dla której robimy reklamę, albo z magazynu, dla którego robimy sesję. Mam taką zasadę, że kiedy pojawia się gwiazda (jeśli akurat pracuję z aktorką), znikam. Wszyscy się na nią rzucają, witają; wolę jej dać trochę oddechu. Gdy już usiądzie przed lustrem do makijażu, wtedy się pojawiam. I tu mam kolejną zasadę – daję sobie pięć minut, żeby ją rozgryźć. Sprawdzić, jaki ma humor, na co ma ochotę, czy jest po rozstaniu, czy może świeżo po imprezie, czy gustuje w sprośnych dowcipach. Po tych pięciu minutach zazwyczaj wiem, co robić, żeby się czuła najbardziej komfortowo. Jeśli jest zakochana, będziemy rozmawiać o miłości, jeśli właśnie urodziła – o dzieciach. Chodzi o to, żeby osoba, którą fotografuję, mi zaufała. Żebym był dla niej lustrem. Tylko wtedy się otworzy, będzie chciała coś z siebie dać. Czysta psychologia. Kiedy przestałem pracować jako asystent Maria Testino, przez pierwsze miesiące starałem się nim stać. Ale on jest ekstrawertykiem, jest pewny siebie, to dusza towarzystwa. A ja wolę obserwować niż zabawiać. Na szczęście w miarę szybko sobie to uzmysłowiłem i metodą prób i błędów doszedłem do własnego sposobu pracy z ludźmi. W ciągu całej kariery chyba tylko dwa razy zupełnie się nie dogadałem z osobą, którą fotografowałem. Zresztą z tych dwóch jedna naprawdę zatruła wszystkim na planie życie. Ale to nie jest zła osoba. Po prostu przechodziła prywatnie koszmarny okres

Fragment tekstu, który ukazał się w ostatnim wydaniu "The Big Black Book".

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie